piątek, 5 lipca 2013

64.

Wspominałam Wam już o jednej najbardziej istotnej w tejże chwili rzeczy? Nie? No to teraz z ręką na sercu mówię Wam (proszę mi się tu nie śmiać, bo to wcale śmieszne nie jest) iż boję się ciemności.
Bo przecież strach jest rzeczą nieuniknioną, istotną częścią życia każdego człowieka. A jeżeli każdego no to również i mnie.
Strach równa się niepewności. Więc i ciemność niesie ze sobą niepewność.
- masz jakąś latarkę w telefonie? - zaczarowałam spojrzeniem choć on tego i tak nie dostrzegł.
- no nie mów mi, że taka duuuża dziewczynka boi się ciemności - nawet w tym mroku widziałam jak się uśmiecha.
Tutaj nawet mój bazyliszkowy wzrok nie pomoże, bo przecież panujące tu egipskie ciemności skutecznie to uniemożliwiają.
- chodź Ciamajdo idziemy do reszty . Zaraz powinni włączyć zasilanie awaryjne.
Złapał mnie za dłoń i przy wąskiej smudze światła wychodzącej z jego dotykowego telefonu powoli zaczęliśmy schodzić po schodach. Pomijając fakt, że potknęłam się jakieś pięć razy byłam zadowolona z tej przechadzki. Do czasu. Jak już wiecie mam zawsze rację. Dlatego też bez zbędnych cerebeli chciałam pokonać ostatni już schodek, tylko kuźwa jego już tam nie było. Runęłam jak długa na płaskiej, błyszczącej powierzchni parteru, nieumyślnie ciągnąc za sobą Piotrka. Oboje wylądowaliśmy na podłodze, tylko Pit miał trochę lepszą pozycję, bo nie obił swoich czterech liter, gdyż upadł prosto na mnie, przygniatając mnie swoim niemałym ciężarem.
Jednakże to się teraz nie liczyło. Czułam jak jego twarz powoli zbliża się do mojej aby w końcu jego usta dotknęły moich. Zapomnieliśmy się w namiętnym pocałunku, który przerwali nam dopiero dwaj przyjmujący rzeszowskiej drużyny. Lotman i Achrem świecili nam prosto w oczy latarkami z logiem LOT-u.
W trakcie drogi powrotnej do naszego "obozu" zostało włączone awaryjne zasilanie i wreszcie nie musiałam obawiać się każdego postawionego kroku.
- wreszcie! Ile można na was czekać ! - Kajetanowicz tupał prawą nogą sprawdzając na zegarku upływający czas.
- nigdy nie byłeś zakochany? - Bartman znacząco spojrzał na naszą dwójkę.
- nie - uciął krótko Daniel.
- aaa faktycznie. Kto by tam chciał takiego... Ciebie - Zibi dokończył swoją ciętą ripostę.
- koniec tych docinek. Zbieramy się do hotelu. Tylko poubierać się ciepło! - poinformował trener zapinając przy tym kurtke pod samą szyję.
Musieliśmy przejść kilkaset metrów dzielących lotnisko od hotelu. Pogoda na dworze odstraszała. Śnieg padał i padał i tu Was zaskoczę... padał. Po piętnastu minutach morderczej drogi zameldowaliśmy się w przytulnym holu hotelu.
- Ja z Miśką ! - zaklepał mnie Nowakowski.
Trener tylko pokiwał z politowaniem głową i przydzielił nam pokój.
- Andrzej wiedział co robi - zaśmiał się Piter, gdy po przekroczeniu progu naszego "apartamentu" zobaczyliśmy jedno dwuosobowe łóżko.
Jako pierwsza zajęłam łazienkę i trochę się odświeżyłam. Wychodząc z niej doznałam szoku. Piotrek bezradnie siedział na łóżku, a po pokoju biegali na wpół roznegliżowani siatkarze.
- co tu się dzieje? - zapytałam tonem surowej nauczycielki, która wchodzi do zdemolowanej sali lekcyjnej.
- robimy impreeeeze - zawył Igła po czym uderzył swoim biodrem w moje.
- ale dlaczego u nas, a nie w Twoim pokoju? - uniosłam brwi do góry, marszcząc przy tym czoło.
- bo tak - Kosok wyruszył ramionami, po czym rzucił w moją stronę butelką wody niegazowanej, która jak mniemam zastępowało wódkę.
- z takim argumentem nie wygrasz - westchnął Nowakowski oplatając mnie swoimi długimi rękami - Karol ich przysłał żeby przypadkiem dziecka z tego nie było.
- ręce opadują.. - mruknęłam patrząc na rozbrykane towarzystwo.
- opadają, kochanie, opadają - poprawił mnie z widoczną satysfakcją.
- tańczycie? - Perłowski wręcz skoczył w naszą stronę składając tą propozycję.
- a chcecie mieć przesrane u trenera? Daniel z przyjemnością was udupi - zaśmiałam się drwiąco.
- dlatego będziemy tańczyć na sucho - Buszek klasnął w dłonie i zaczął wywijać ciałem do tylko sobie znanej melodii.
- musimy stąd zwiać - szepnął Piotrek zanim Bartman zdążył porwać mnie do tańca.
Choć nie wiem czy te nasze dziwne pląsy można w jakikolwiek sposób porównać do tańczenia. Trudno było mi się wbić w rytm Zbyszka nie słysząc w ogóle muzyki. W końcu po żmudnych próbach odtańczyliśmy jeden kawałek, który zapuścił ze swojego niewidzialnego odtwarzacza DJ Igła.
- gorzej niż w przedszkolu - podsumowałam zachowanie tych dorosłych w sposób fizyczny mężczyzn gdy tylko udało mi się razem z Pitem opuścić nasz pokój.
Pędziliśmy na złamanie karku gdzie tylko nogi nasze chciały. A byliśmy potwornie głodni, więc nogi zaciągnęły nas do hotelowej kuchni, która ku naszemu szczęściu nie roiła się od pracowników.
Usiadłam na metalowym blacie tworzącym na środku pomieszczenia obszerną wyspę. Po chwili dołączył do mnie Piotrek, który z chłodni przyniósł pudełko lodów cytrynowych i dozownik z bitą śmietaną.
Siedzieliśmy prawie po ciemku, jedynie światło księżyca i pobliskiej ulicznej latarni wpadały przez okno i rozświetlały pomieszczenie.
Pudełko lodów zmierzało już ku końcowi swojego istnienia, a bita śmietana "ozdabiała" nasze ubrania. Właśnie wyciskałam kolejną jej porcję do pudełka znikających w ekspresowym tempie lodów, gdy w pomieszczeniu obok zapaliło się znikome światło.



|!|
Przepraszam, ale cyborgiem nie jestem.

sobota, 29 czerwca 2013

63.

Polska przywitała nas... śnieżycą. Okropną śnieżycą. Z niemałymi trudnościami pilot zaparkował samolot na płycie lotniska.
- no i nie było tak strasznie - Piotrek uśmiechnął się pokrzepiająco, gdy wreszcie udało nam się zniknąć za drzwiami budynku.
Uderzyło w nas ciepło. Zaczęliśmy w ekspresowym tempie zdejmować odzienie wierzchnie, czytaj: kurtki, czapki i szaliki, a Lotman zdjął nawet swój sweterek w reniferki.
Myśleliśmy, że wszystko co złe jest już za nami. Niestety myliliśmy się. To co najgorsze było dopiero przed nami..
- utknęliśmy tu - powiadomił trener Kowal.
- ahaaa. Jaja sobie pan robi? - Zbyszek zarzucił torbę na ramię i już chciał wychodzić na dwór... ale w porę został powstrzymany przez trenera.
- powodzenia Bartman, powodzenia - zaśmiał się Andrzej.
Atakujący wyszedł na zewnątrz, a my przyjmowaliśmy zakłady za ile wróci.
I wrócił. Po (i tu patrzę na zegarek) dwudziestu pięciu sekundach ujrzeliśmy Zibiego... o ile tego bałwana (i nie mówię tu o jego charakterze tylko o tym śniegu który pokrywał jego całego) można nazwać właśnie Zibim. Szczęka drżała mu jak opętana, ale to porównanie chyba nie jest na miejscu, przypominając sobie wydarzenia z Włoch. Tak więc teraz wszyscy wyobraźmy sobie dygoczącego Bartmana pokrytego od stóp do głowy białym puchem.
- jaki dżezzz - Ignaczak parsknął śmiechem niczym rodowity koń arabski.

Zostaliśmy uwięzieni w Warszawie... strasznie to brzmi.
Usiedliśmy, a raczej rozsiedliśmy się wygodnie na kanapach i obserwowaliśmy jak po całym obiekcie biegają podenerwowani ludzie. Tylko my wyglądaliśmy na takich wyluzowanych i nie przejmujących się pogodą szalejącą za oknem.
- długooo jeeeszcze? - marudził o dziwo nie Igła, czy Dobrowolski, tylko samotny, bezdzietny Bartman.
- jak Ci się nie chce tu siedzieć to zapieprzaj tymi zaspami do Rzeszowa - zaproponował Kosok na co atakujący tylko charakterystycznie prychnął.
- gdzie ty się tak śpieszysz ? - zagaił w końcu Nowakowski, bo od dłuższego czasu widać było, że nurtuje go to pytanie - dziewczyna o ile wiem na Ciebie nie czeka
- no bo kuźwa kupiłem sobie psa i obiecałem sąsiadce, że dzisiaj go odbiore - fuknął Zibi.
Tak na marginesie to powinien chodzić z tabliczką informującą, że bez kija nie podchodź.
Zaledwie chwilę później, no może dwie chwile, podeszła do nas jedna z pracownic lotniska i rozdała koce. Oznaczało to tylko jedno : dziś Warszawy nie opuścimy.
Wygodnie oparłam się o piotrkowe ramię, a powieki same opadły na dół.

Obudziło mnie lekkie szturchnięcie.
- Piotreeek - mruknęłam.
- chodź ze mną na spacer - zaproponował.
- chcesz spacerować bo budynku - uniosłam brwi do góry i z politowaniem spojrzałam na siatkarza.
- ależ owszem - pociągnął mnie za rękę zmuszając do wstania.
Muszę przyznać że Resoviacy wyglądali przekomicznie. Pozwijali się w kłębki i tak skuleni śnili za pewne o następnych meczach.
Pit nie dał mi długo cieszyć się ty widokiem. Splotł nasze palce i powoli kroczył ciągnąc mnie za sobą. Nie wiem w jakiej części budynku byliśmy. Nie wiem również jak z powrotem wrócić do reszty grupy.
Było cicho. W około w małych grupkach siedzieli podróżni, którzy albo komunikowali się z bliskimi albo po prostu przysypiali.
Stanęliśmy przy dużym oknie i obserwowaliśmy padający na zewnątrz śnieg. Piotr objął mnie od tylu i ułożył swój podbródek na moim ramieniu.
Było tak romantycznie, ale do czasu. Do czasu gdy nagle w około zrobiło się ciemno.   

niedziela, 23 czerwca 2013

62.

Kilka dni później przyszła pora na starcie naszych Resoviaków z miejscową drużyną. Podopiecznym trenera Kowala udało ugrać się tylko jednego seta, z czego ku wiekim niezadowoleniu wszystkich cieszył się Daniel.
- proszę Cię tylko nam nie mów że nic się nie stało - już u progu szatni zaatakował mnie Bartman.
- nawet nie zamierzam - prychnęłam - Piotrek musimy się śpieszyć.
Środkowy kiwnął głową i już po chwili był gotowy do wyjścia. Odebrałam od Paula ostatnie wskazówki, po czym razem z Nowakowskim wsiadłam do zamówionej taksówki.

- ależ tu romantycznie - stwierdził Pit gdy przed naszymi oczami rozciągnął się widok starego zaniedbanego cmentarza.
- cholernie romantycznie.. - fuknęłam trzęsąc się ze strachu.
W dłoniach ściskałam czarny modlitewnik i małą czerwoną lampkę. Piotrek popchnął metalową bramę, a moje uszy przesiąknął przeraźliwe skrzypienie, jakby pochowane tu dusze błagały aby nie zakłócać im spokoju pośmiertnej egzystencji.
Powoli stąpałam po wydeptanej między wysoką trawą ścieżce. Stare, zbutwiałe, drewniane krzyże pochylały się nad ziemią, a mała murowana, trochę podniszczona kapliczka wyglądała niczym wyjęta z planu nowego horroru. A pośród tego JA. Ja bojąca się małego pająka, myszy, szczurów i gadów. Ja, która ledwo co przesuwałam się do przodu przechodząc obok pokrytych mchem nagrobków. Ja dla której filmy z gatunku horrorów w ogóle mogłyby się istnieć.
Nawet nie zauważyłam kiedy mocniej ścisnęłam piotrkową dłoń.
- hej, no przecież jestem tutaj - oznajmił pokrzepiająco.
Nabrałam powietrza w usta i skręciłam w prawo, aby jeszcze chwilę pobłądzić po cmentarnych uliczkach, bo przecie to sprawiało mi taką przyjemność...
Poczułam jak po mojej nodze przebiega coś małego, włochatego, z długim ogonem.. kuźwa tu są szczury!
- nie patrz pod nogi - polecił mi Nowakowski.
Miałam ochotę krzyczeć i wynieść się jak najdalej od tego miejsca. Miałam ochotę zajebać Paula za sprowadzenie tego ducha.
Piotrek pociągnął mnie delikatnie za rękę czym uświadomił mi, że powinniśmy iść dalej. Serce łopotało mi ze strachu jak flaga Resovi podczas meczu.
- to chyba tutaj..
Skinęłam głową w czasie gdy Piotr przetarał zamchlony i zabrudzony napis na nagrobku przed którym się zatrzymaliśmy. Drżącymi rękami próbowałam odpalić znicz, ale wszystkie próby kończyły się fiaskiem, a raz nawet podpaliłam wysuszoną trawę. Ostatecznie do Nowakowski zadbał o "miłą atmosferę" w czasie żegnania się z Mietkiem. Te kilka dni uświadomiło mi, że o wiele bardziej wolę docinki Kajetanowicza, aniżeli obecności zakochanego bezwzajemności ducha. Bo co to na przyjemność brać prysznic mając świadomość, że bezcielesna istota stoi obok ciebie i obserwuje każdy twój ruch?
Piotrek poświęcił mi telefonem, a ja łamliwym głosem wydukałam słowa łacińskiej modlitwy.
Niespodziewanie zerwał się gwałtowny wiatr, przepełniony przeraźliwym krzykiem. Krzykiem pochowanych tutaj ludzi? Pospiesznie dokończyłam pożegnalnego obrzędu i nie zastanawiając się długo opuściłam obszar cmentarza. Dopiero gdy zardzewiała brama skrzypnęła za nami mogłam odetchnąć z ulgą.
- nigdy więcej - wyszeptałam normując oddech.
- czemu? Przecież fajnie było - zaśmiał się siatkarz dzwoniąc po włoską taksówkę.

Po chwili byliśmy już w drodze do hotelu. Taksówkarz był zaskoczony miejscem, z którego nas odebrał. Uraczył nas nawet historią o pewnym podróżnym, który zaginął kilka lat temu na terenie tegoż cmentarza. Nie chcą słuchać końcówki tej historii usnęłam oparta o pitowe ramię.
Obudziłam się, jak się pewnie domyślacie, niesiona przez niego do naszego pokoju. Wpoił mi, że tak słodko wyglądająm gdy spałam, że grzechem byłoby mnie budzić, a przecież on jest sportowcem i zdarza się, że dźwiga na siłowni więcej niż moje sześćdziesiąt kilo.
Zniknęłam za drzwiami łazienki i szybko przygotowałam się do spania. Piotr siedział już na moim łóżku i dokładnie oglądał jakąś kartkę papieru.
- co tam masz? - wskoczyłam na miękki materac i wyrwałam mu papier - pamiętaj, że zawsze będę Cię kochał nawet gdy już nigdy nie dane nam będzie się zobaczyć. Zaczekam na ciebie tam na górze - przeczytałam na jednym oddechu.
- mam czuć się zazdrosny ? - Nowakowski zmarszczył śmiesznie czoło i wydął do przodu dolną wargę.
- jeżeli chcesz - pocałowałam go w policzek i zniknęłam pod kołdrą.
Ten koszmar właśnie się skończył.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

61.

Strach jest rzeczą normalną. Podstawą ludzkiego funkcjonowania. Każdy z nas ma jakieś lęki, fobie. Ja na przykład cholernie, panicznie, kurewsko boję się duchów. Zrządzenie losu, prawda?
Moje wybawienie przed atakującym znikąd Mietkiem przyszło razem z wychodzącymi z części prysznicowej siatkarzami. Duch jakby się rozpłynął. Zniknął z powiewem wiatru. Za to ja nie wyglądałam najlepiej bo zaraz obok mnie zjawili się Resoviacy i niemal chórem zapytali co się stało.
Paul, dowiedziawszy się co przed chwilą przeszłam zaczął przepraszać, po czym skruszony zatopił się w swoim modlitewniku.
- panienki wyszykowane? Czy trzeba jeszcze czekać? - do szatni wparował Kajetanowicz.
- jeżeli Ci się coś nie podoba to zapierdalaj za pieszo - warknął Bartman podchodząc do Stażysty.
- panie gwiazda niech pan nie przegina - zaśmiał się szyderczo Daniel.
- panie Debil niech pan stąd wypieprza - Zibi "pomógł"  mu odwrócić się, a następnie lekko popchnął go w stronę drzwi.
- tylko następnym razem nie wrzeszcz w nocy jakby się ze skóry obdzierali - rzucił jeszcze Dobrowolski zamykając za Nowym drzwi.
Siatkarze specjalnie zwolnili tempo przebierania się aby jeszcze bardziej zdenerwować "Zło tego świata".
W końcu po upływie około trzydziestu minut, kiedy to nie robiliśmy nic poza oglądaniem zdjęć, zlitowaliśmy się i zajęliśmy nasze miejsca w autobusie. Niestety Kajetanowicz musiał się jeszcze pomęczyć, bo reszta sztabu szkoleniowego robiła rozpoznanie w okolicy. Aż mi się go szkoda zrobiło... Albo nie.
- no Danielku to może pobiegniesz jak gazela do Kowala i poprosisz o zakończenie wycieczki, jeżeli nadal Ci się tak spieszy - naśmiewał się Bartman, który chyba najbardziej nie znosił Stażysty.
Kajetanowicz nic się nie odezwał tylko cierpliwie czekał na odjazd autobusu. Za to my mieliśmy z niego niezły ubaw.
Wreszcie, po wspólnym obejściu parku wokół hali (oczywiście aby jeszcze bardziej zdenerwować Daniela), dotarliśmy do hotelu. Przesunęłam kartę w czytniku i popchnęłam drzwi. Coś mnie tknęło i zajrzałam do łazienki. Jednakże nic nowego się tam nie pojawiło, oprócz zniknięcia wiadomości na lustrze. Wysyłam z pomieszczenia i spojrzałam na łóżko. Zamarłam. Miałam ochotę wybiec z krzykiem ale w porę u mego boku zjawił się Lotman.
- przyszedłem Ci powiedz... What the fuck? - stanął jak wryty przyglądając się porozrzucanej po moim łóżku bieliźnie i płatkom czerwonych róż. To na pewno nie jest robota Nowakowskiego.
- ja mam już dość - jęknęłam zsuwając się po ścianie na podłogę.
- ja Cię bardzo przepraszam - Paul usiadł obok mnie z miną skruszonego psa - przecież wiesz, że to nie miało tak wyglądać.
- wywołałeś nie tego ducha co trzeba.
- jak na pierwszy raz to dobrze, że chociaż się udało.
- pierwszy raz? - zszokowana zmarszczyłam czoło.
- jestem po kursie - przyjmujący dumnie wyparł pierś do przodu - mogę Ci nawet licencję  pokazać.
- nie trzeba - uśmiechnęłam się pierwszy raz odkąd weszłam ponownie do tego pokoju - a tak w ogóle to po co przyszedłeś?
- aaach.. czekaj, czekaj. Niech sobie przypomnę.. - zrobił minę typowego myśliciela. Wygiął usta w dziobek przy okazji unosząc do góry brwi. Wyglądał przekomicznie - mam! Przybyłem Ci oznajmić, że wiem jak pozbyć się Mietka.
Rozpromieniłam się. Rozradowałam. W oczach wręcz pojawiły mi się świeczki. Czyżby mój mini problem bez rozwiązania znalazł swoje rozwiązanie? Czyżby moje męczarnie wreszcie miały się skończyć? Możliwe, ba! Bardzo możliwe. Tylko najpierw muszę znaleźć odwagę aby w środku nocy jechać na stary włoski cmentarz by znaleźć nagrobek Mietka, polskiego żołnierza walczącego w legionach włoskich, i zapalić na nim znicz. Proste? Zapewne tak. No chyba, że na się paniczny lęk przed takimi zjawami i upiorami. A nocne wypady na cmentarz tym bardziej nie wchodząc w grę.
Muszę odnaleźć nadzieję na ratunek z tej chorej, para-nienormalnej sytuacji. I nie ważne, że ludzie nazwą mnie głupią dziewuchną, nie uwierzą w to co się dzieje. Ważne, że jest szansa aby pozbyć się Mietka. Tylko trzeba znaleźć odwagę.
Pamiętajcie, wywoływanie duchów nie jest bezpieczne i odradzam robienie tego w domu, a gdyby proponował wam to Lotman od razu odmówcie. Dobrze Wam radzę, Słoneczka moje.



 z poślizgiem czasowym, bo wczoraj nie miałam czasu.. 
całe popołudnie na Pikniku Rodzinnym organizowanym przez moją szkołę. 

Polska przegrała dwa razy, ale gdybyśmy zagrali jeszcze jeden mecz z Brazylią idę o życie, że udałoby się wygrać.

Jutro wybieram się ze szkolną drużyną siatkówki na turniej. 
Trzymajcie kciuki :D 

wtorek, 4 czerwca 2013

60.


- jeżeli ten duch ma mi wywijać takie numery to ja dziękuje bardzo - oznajmiłam gdy do łazienki wchodzili pierwsi siatkarze.
Oczywiście Piotr wpadł do pomieszczenia jako ostatni i z wielkim przerażeniem ukucnął tuż obok mnie, po czym mocno mnie przytulił.
- co się tak właściwie stało? - zapytał po chwili ciągle nie wypuszczając mnie ze swoich ramion.
- myślę, że podobało Ci się straszenie Daniela. Może się umówimy? Bezduszny Mietek - Ignaczak odczytał wiadomość zapisaną na lustrze moją czerwoną szminką.
- ty, Piter, jakiś bezcielesny staruszek chce Ci poderwać laskę - zaśmiał się Bartman uderzając środkowego w plecy.. aż mu pewnie płuca odbiło.
- Lotman, wywołałeś jakiegoś zboczeńca - zaśmiał się Buszek.
- jasne śmiej się, śmiej. To nie z Tobą chce się umówić jakieś widmo - mruknęłam oburzona mierząc go mnie zabójczym wzrokiem. Jak tak dalej pójdzie to Rafał sam spotka się z Bezdusznym Mietkiem po drugiej stronie rzeki umarłych.
- a jak się spikniecie - zaczął Dobrowolski, a ja już przeczuwałam, że lepiej byłoby gdyby nie kończył - to będziecie mieli dzieci zombi?
- oczywiście, a Twoje będą się z nimi bawiły - fuknęłam ironicznie.
- ej to dokładnie tak jak w Simsach - Kosa wygłosił swoją jakże trafną teorię.
- Kowal. Trening. Szybko.
Te trzy słowa wypowiedziane z ust przybyłego dopiero co Schöps'a ostudziła zapały siatkarzy do wyswatania mnie w duchem. Usłyszałam tylko "zajmiemy się tym później" i wszyscy na łeb na szyję rzucili się do drzwi. Zabrałam aparat i zaraz za Resoviakami wyszłam z hotelu.
- pięć minut spóźnienia - oznajmił na wstępie Daniel.
Rozejrzałam się w około i raczej żaden siatkarz nie przejął się gadaniną stażysty. Ignaczak dodatkowo stwierdził, że Mietek za słabo zabawił się z nim w nocy, więc wszyscy do autobusu weszli z wielkim bananem na twarzy. Krzysiu zawsze potrafi rozruszać towarzystwo.. nawet umarłych.
- czuje emanującą energię Mietka - szepnął Lotman gdy wszyscy siedzieli już na swoich miejscach.
Jak na zawołanie zasłonka w oknie poruszyła się. Przeszły mnie dreszcze, więc przysunęłam się jeszcze bliżej Piotrka.
- hej Misia.. nie bój się - pocałował mnie w czoło co rzeczywiście dodało mi odwagi.
Mietek chyba się zezłościł, bo zaraz po tym jak Piotr oderwał usta od mojej skóry wszystkie zasłonki zaczęły się ruszać.
- Lotman, wywołałeś nadpobudliwego ducha - warknęłam.
- on wcale nie jest nadpobudliwy - bronił go przyjmujący - on po prostu jest zakochany, nieszczęśliwie zakochany.
- w człowieku - dodał Kosok.
- boże jak w jakimś horrorze - krzyknął Bartman, czym zwrócił uwagę trenerów. Jednakże jego głupkowaty uśmieszek skutecznie odwrócił sztab.
- w co myśmy się wpakowali - westchnął Nowakowski mocniej mnie obejmując.
- w co wyście mnie wpakowali - poprawiłam go, po czym rozpłakałam się jak małe dziecko.
Stanowczo za dużo się dzieje.

Wysiedliśmy na parkingu przed halą. Wszyscy otworzyli oczy ze zdumienia widząc wielkość obiektu. A jeszcze większym zaskoczeniem była grupka osób ubrana w biało-czerwone pasiaki. Widziałam w oczach Resoviaków łzy. Chłopaki chwilę porozmawiali w kibicami i porozdawali autografy. Dla potomnych postawie zdjęcie Zbysia ocierającego z policzków słone krople.
Dzisiejszy trening nie należał do najłatwiejszych. Kowal nie oszczędzał swoich podopiecznych. Kilka razy kazał im powtarzać tą samą akcje, aby tylko dojść do pułapu perfekcyjności  Na znak szkoleniowca otępiale ruszyli w stronę szatni. Nie zaprzepaściłam niepowtarzalnej propozycji Piotrka i zniknęłam za drzwiami razem z zawodnikami.
Zanim wyszli z części prysznicowej zdążyłam zjeść dwa pitowe batoniki.
Jednak chwilę później modliłam się o ich szybszy powrót. Przez szatnie przeszedł powiew winnego wiatru co za sponsorował nam nikt inny jak Bezduszny Mietek. Niewielkie lustro wiszące na ścianie nagle spadło, a szło potłukło się w drobny mak.
Jak siatkówkę kocham, zejdę tu zaraz na zawał.
Czułam zimny oddech na karku.. o ile duchy potrafią oddychać. Po prostu czułam jego obecność i to przerażało mnie najbardziej. Nikt mi nie uwierzy ale umarlak zapędził mnie w kozi róg szatni. Nie miałam jak się bronić, bo nawet nie wiedziałam gdzie ten jest mój oprawca. Chciałam krzyknąć, ale mogłam. Wydawało mi się, że upiór mnie dusi. A może to tylko moje chore paranoje. 

czwartek, 30 maja 2013

59.

Ubrana w moją ulubioną piżamę z motywem jakze pięknych i uroczych krówek zatopiłam się w miękkim hotelowym materacu. Przykryłam się ciepłą kołdrą, która jeszcze pachniała lewandowym płynem do płukania. Zresztą moim ulubionym. Nieoczekiwanie drzwi do pokoju otworzyły się. Serce chyba mi stanęło i przestało rytmicznie uderzać. Duch miał nawiedzać Daniela, a nie mnie! Na szczęście po chwili zza futryny wychwyliła się głowa Nowakowskiego. Odetchnęłam z ulgą.
- co ty tutaj robisz ? - podniosłam się na łokciach i zmarszczyłam czoło.
- przecież wiem, że panicznie boisz się duchów i innych istot paranienormalnych - przesunął mnie delikatnie robiąc na łóżku miejsce dla siebie - dziwię się, że wytrzymałaś na tym seansie u Paula.
Chciałam go wypytać o to skąd Lotman zna się na takich rzeczach ale Piotr postanowił już zakończyć ten dzień pełen wrażeń. Jego ręka oplotła moje ciało i mocno przycisnęła. Wsłuchałam się w jego miarowy oddech, po czym sama oddałam się w posiadanie snu.

Krzyk. Pisk. Jazgod. Wycie. I towarzyszący temu dziwny powiew wiatru. Tak właśnie stało się kilka minut po północy.
Błyskawicznie przesyłam z pozycji leżącej do pozycji siedzącej. Zapaliłam stojącą na szafce nocnej lampkę i rozejrzałam się po pokoju. Nie zauważyłam nic groźnego.
- chyba nasz duch wziął się do roboty - aż podskoczyłam gdy usłyszałam jego głos.
Kompletnie zapomniałam, że śpi obok mnie. Choć jestem niemal w stu procentach pewna, że gdyby go przy mnie nie było piszczałabym głośniej niż Kajetanowicz.
Dopiero teraz zaczęło do mnie dochodzić to co stało się wczoraj. Wywołaliśmy ducha. Najprawdziwszego, żywego (a raczej zmarłego) ducha. Pójdziemy za to piekła...
- chodźmy spać - Piotrek przytulił się do moich pleców.
- nie mów mi, że potrafisz usnąć, jak ten pacan drze się wniebogłosy.
- co mnie obchodzi on i jego duch. Najwyżej po egzorcyste zadzwoni - Pit machnął ręką i położył się z powrotem na miękkim materacu.
Westchnęłam i wywierciłam sobie miejsce obok niego. Krzyki ustały, więc można było spokojnie zasnąć.

Siedzieliśmy już na stołówce i powoli przeżuwaliśmy swoje śniadania. Igła już po raz piętnasty mielił zębami ten sam kawałek jakiegoś tradycyjnego płacka ze smażonymi grzybami, a Kovacević próbował odgadnąć od której strony powinien zaczął jeść swoją dziwną kanapkę napakowaną po brzegi zieleniną. Za namową Bartmana i jego narzekaniem, że zielone to jest dla królika lub kozy zamówiłam sobie przepyszną jajecznicę i zrezygnowałam nawet z posypania jej zielonym szczypiorkiem.
Wszyscy odwrócili swoje głowy gdy do pomieszczenia wpadł zdyszany Stażysta. Był blady. Strasznie blady.
- Młody wyglądasz jakbyś ducha zobaczył - zaśmiał się Kosok, a zaraz za nim cała reszta.
- a co ty tak krzyczałeś w nocy? - drążył temat Buszek.
- myślałem, że to ta.. Dominika jęczy - zapierał się Daniel, choć wszyscy wiedzieli, że kłamał. Nos mu rósł w zawyrotnym tempie tak jako bajkowemu Pionkio.
- Miśka piszczy całkiem inaczej - odparł Piotrek, po czym przez dłuższą chwilę musiał masowąć swoje ramie które miało bliższe spotkanie z moją pięścią.
Między siatkarzami rozniosło się tradycyjne "uuuuuuuuuuuuu" przeplatane innymi dzikimi odgłosami.
Ale wróćmy do nocnych krzyków Kajtka.
- jestem pewien, a jak jestem pewien to jestem pewien, że to ty nie dałeś nam w nocy spać - Perełka jeszcze bardziet pogrążał Nowego.
- koszmar śnił się dzieciaczkowi ? - nabijał się Ignaczak sepleniąc przy tym jak małe dziecko.
Daniel zrobił się czerwony jak burak, a Lotman wyjął z torby ten sam czarny modlitewnik co wczorajszego wieczora i znów po łacinie zaczął odmawiać dziękczynną modlitwę do naszego zaprzyjaźnionego ducha.
Wyglądał przy tym dość komicznie. Kołysał się to w przód, to w tył mrucząc pod nosem co jakiś czas "Spiritus Sante". Przechodzący obok naszego stołu trener złapał się za głowę i pytającym spojrzeniem zbadał całą resztę.
- biedaczek boi się Zaytseva - wyjaśnił Bartman.
Miał szczęście, że Paul był za bardzo przejęty swoimi modłami dziękczynnymi, ażeby przetworzyć dodatkowo słowa Zbyszka.
- a nie wiecie może kto tak wrzeszczał w nocy? - na pytanie Kowala wszyscy wybuchnęli śmiechem. Czyli nawet piętro niżej było słychać wycie naszego ulubionego Stażysty.
- z kim ja pracuje?! - mruknął trener i odszedł do swojego stolika.

Mieliśmy chwilę przerwy między śniadaniem, a wyjazdem na hale. Weszłam więc do swojego pokoju, a później do łazienki. Coś było nie tak. Moja kosmetyczka zamiast stać na półce, leżała na jasnych kafelkach. Podniosłam ją z podłogi i odłożyłam na przeznaczone dla niej miejsce. Korzystając z tego iż jestem w łazience umyłam ręce i przetarłam twarz. Uniosłam wzrok do góry aby spojrzeć w lustro i o mało co nie zeszłam na zawał.
- CHŁOPAKII !! - krzyknęłam ile sił w płucach, po czym przerażona osunęłam się po zimnej ścianie.

piątek, 24 maja 2013

58.

Pora na poważne przemyślenie sprawy zażywania nielegalnych środków przez rzeszowską drużynę. Nie wiem co oni biorą, ale czas polecić im zmianę dilera.
Z przerażeniem patrzyłam jak Lotman wyjmuje ze swojej torby nieużywane jeszcze opakowanie sześciu świeczek oraz specjalne stojaki pod nie. Po chwili do pokoju wpadł Wojtek Grzyb z jakąś dziwną okrągłą planszą.
- a trunki gdzie? - zapytałam podejrzliwie. Zaskoczyło mnie przede wszystkim to, że wchodzący Bartman nie był zaopatrzony w plecak w którym przeważnie przemycał alkohol.
W odpowiedzi uzyskałam tylko pogardliwe spojrzenia siatkarzy dające jasno do zrozumienia  że jestem jedną z tych stereotypowych blond piękności z niskim ilorazem wiedzy.
- mówiliście : seans spirytusowy - naburmuszyłam się jak małe dziecko wydymając dolną wargę.
Po całym pokoju rozniósł się dźwięk odbijanej od skóry dłoni. Ale spokojnie nikt jeszcze nikomu nie przyłożył, to tylko facepalm'y na cześć inteligencji Dominiki.
Szczerze, to ja już ich kompletnie nie rozumiem, ale coś tak czuje, że chyba nie powinno mnie tu być. 
Paul policzył (muszę uwzględnić, że o dziwo nauczyli go w szkole liczyć nie tylko do dziesięciu ale i powyżej tej liczby) wszystkich obecnych, po czym zamknął drzwi na klucz. Wszyscy za jego zaproszeniem zajęli miejsce przy okrągłym stole, po czym gospodarz zaczął odpalać kolejne świece.
- wiecie co, ja chyba zrezygnuje i wrócę do swojego pokoju - oznajmiłam i wstałam ze swojego krzesełka, by po chwili z powrotem na nie opaść pod wpływem Pita, który pociągnął mnie za nadgarstek.
- siedź, tylko proszę Cię zachowaj powagę - polecił mi Paul, po czym otworzył niedużych rozmiarów książkę, coś na wzór katolickiego modlitewnika.
Dopiero teraz zaczęłam kojarzyć fakty. Wkręcili mnie nie w seans spirytusowy, a spirytystyczny. Co oznacza tylko jedno - oni mają zamiar wywołać duchy. 
Lotman odczytał kilka zdań w języki łacińskim, a raczej jego angielskiej odmianie, jeżeli wiecie o co mi chodzi. Chwilę później zaczął coś mruczeć w dość niezrozumiałym języku. Siedziałam obok niego i głowiłam się po jakiemu mówi. wyłapałam kilka słówek angielskich, hiszpańskich, francuskich, a nawet.. chińskich. Jeżeli wywoływanie duchów polega na wymawianiu co tylko ślina na język przyniesie, to ja powinnam być w tym mistrzem, to jest mistrzynią.
Przestraszyłam się. Wręcz podskoczyłam na krzesełku, gdy przez pokój przeszedł powiew wiatru. Dyskretnie spojrzałam na okno, które było zamknięte. Po chwili znów poczułam zimny powiew wiatru, który przy okazji zgasił jedną ze świec.
Po chwili o strachu nie było już mowy. Zmienił się na stan przedzawałowy. Zanim zaprosili mnie na ten seans powinni upewnić się czy przypadkiem nie boję się wszelkich istot z innych wymiarów. Miałam ochotę krzyknąć i uciec stąd jak najdalej, gdy drewniana strzałka zaczęła obracać się w okół własnej osi co chwilę zatrzymując się na poszczególnych literach.
- notuj - Paul trącił mnie ręką i wskazał na leżący przede mną zeszyt.
Trzęsącą się ręką koślawymi literami zapisywałam to, co duch chciał nam przekazać.
Czego chcecie - brzmiało pierwsze zdanie. Coś mi się wydaje, że trafiliśmy na bardzo niemiłego pana zza światów.
- jest osoba, która bardzo nam się naprzykrza - oznajmił przewodnik spotkania, czyli nikt inny jak wspaniały amerykański przyjmujący zasilający barwy pasiaków.
I znów coś jakby powiew jesiennego wiatru spowodował na moim ciele pojawienie się gęsiej skórki. Przymknęłam powieki, aby choć na moment uciec myślami od tego w co właśnie się wpakowałam. Moja "chwila wytchnienia" nie trwała długo, bo znów mój sąsiad zaczął mnie szturchać.
Kto? - zanotowałam.
- Daniel Kajetanowicz - odparł Paul dokładnie akcentując oba wyrazy.
Nastąpiła chwila ciszy i spokoju. Wzrokiem przeleciałam po twarzach skupionych siatkarzy. Każdy z nich pochłonięty był własnymi myślami i na prawdę wierzył w to co właśnie ma miejsce. Duchy istnieją. Muszę mieć się na baczności.
Kilka minut później było już po seansie. Duch zgodził się nam pomóc, o czym świadczył przesunięty przez niego kamień na pole z napisem "TAK". Paul znów odmówił łacińską modlitwę dziękując zmarłemu za przybycie, okazaną łaskę i pomoc w uporaniu się z problem.
Byłam oszołomiona. Nie pytając o nic wyszłam z kwatery którą Amerykanin dzielił z Kovacevicem i zaszyłam się w swoim pokoju.
Obym tylko nie miała koszmarów. Nie lubię koszmarów.




mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz mecz 
wreszcie!