sobota, 27 kwietnia 2013
53.
- Miśka do jasnej cholerki wstawaj! - powtarzał monotonie przez minione dziesięć minut.
Kochany Braciszku, wstałabym gdyby powietrze wypełniające mój pokój miała temperaturę wyższą o kilka stopni Celcjusza. Wstałabym, gdyby materac, który kupiłeś nie byłby aż tak wygodny. Wstałabym, gdybyś od samego rana nie darł tej swojej brzydkiej mordki. A przede wszystkim wstałabym gdyby mi się chciało. A przecież mi się tak kurewsko nie chce.
- Doma, bo Piotrek już czeka !
Na te pięć słów, które wypłynęły z ust Karola, zerwałam się z łóżka jak ten wspaniały Jamajczyk przy starcie biegu olimpijskiego na sto metrów. Nie przeszkadzało mi już zimno okalające moje ciało z każdej strony. Nie przeszkadzał mi już mroźny krajobraz za oknem. Liczyło się tylko to aby jak najszybciej dostać się na dół, gdzie czekał już Nowakowski.
- wiedziałem, że wstaniesz - zaśmiał się mój brat opierając się o futrynę drzwi wejściowych do mojego pokoju.
Chwilę zajęło mi przeanalizowanie słów Karola, ale wybaczcie mi, jestem przecież nieogarniętą blondynką latającą z aparatem po siatkarskim boisku.
- czyli Piotrek wcale nie czeka? - zrobiłam minę małego dziecka, które za chwilę miałoby się rozpłakać.
- zaraz pewnie przyjdzie, bo za dwadzieścia minut macie być pod halą - Karol pomachał mi przed nosem swoim mega wypasionym zegarkiem, który kupiłam mu na ostatnie urodziny.
Aż zdziwiłam się, że zaczął go nosić, gdyż na początku stwierdził że mu się nie podoba. No ale co jest złego w pięknym motywie kruków na tarczy?
- weź wyjdź ! - obróciłam go o sto osiemdziesiąt stopni i dosłownie wypchnęłam go za drzwi.
Przypominając sobie, że mam zaledwie jedną trzecią godzinę na poranną toaletę włączyłam swój magiczny superdopalacz pochodzący niczym z najlepszych gier wyścigowych. Błyskawiczny prysznic, lekki makijaż, rurki, koszulka, sweter i byłam gotowa. Złapałam swój wypakowany po brzegi ubraniami i fotograficznym ekwipunkiem torbę i zbiegłam po schodach. Przez balkonowe okno zauważyłam Nowakowskiego wychodzącego ze swojego bloku. Chwyciłam kanapkę leżącą na stole, która za pewne należała do Bogu winnego Karolka, który właśnie wykorzystywał swój poranny limit wody śpiewając piosenki Rihanny pod prysznicem. Zrzuciłam z kromki razowego chleba kawałek chyba najbardziej tłustej szynki jaką można znaleźć u nas w lodówce i zadowalające się kawałkiem sałaty oraz plasterkiem pomidora i ogórka opróżniłam zawartość karolowego talerza. Wypijając malinową herbatę, która również należała do Karola otworzyłam drzwi zanim Piotrek zaczął do nich pukać. Zaśmiałam się widząc podniesioną do góry rękę Pita i złożoną w pięść dłoń. Przywitał się ze mną buziakiem w policzek i podkradając pasującą ciecz z kubka w groszki wprosił się do środka.
- nie ma nic na śniadanie ? - zdziwił się rozglądając po kuchni.
- a no nie ma, bo już zjadłam - odłożyłam pustą szklankę do zlewu.
- liczyłem na jakąś jajeczniczkę, ewentualnie kanapeczki - jego mina zagłodzonego zwierzaka spowodowała u mnie wybuch śmiechu. On pewnie liczył na to, że będę miała wyrzuty sumienia. A tu proszę mały suprajs.
W tym samym czasie do kuchni wpadł prawie całkowicie - nie licząc ręcznika przepasanego na biodrach - roznegliżowany Karol. Rozejrzał się po pomieszczeniu zatrzymując wzrok na pustym talerzu, na którym zostawił swoje śniadanie, z którego pozostało jedynie kilka plasterków wędliny.
- my już chyba musimy iść. Prawda, Piotrek? - rzuciłam szybko widząc, że mój brat już otwiera buzię aby dać mi nieźle kazanie, bo przecież Bozia rączki dała, więc kanapki mogę zrobić sobie sama.
- mamy przecież jeszcze chwilę - odparł środkowy, ale napotykając mój bazyliszkowy wzrok cofnął swoje zdania i już po chwili dzierżył w dłoni moją walizeczkę.
- tylko mi tam grzecznie! I trzymajcie się razem, bez żadnych wypadów tylko we dwoje, romantycznych schadzek i wspólnie spędzonych nocy - upominał nas jeszcze Karol.
Kiwnęliśmy tylko zgodnie głowami i tyle nas widział. Arrivederci kochany braciszku, widzimy się za niecały tydzień.
- no zmień się. Ile można czekać ? - niecierpliwił się Piotrek, gdyż w drodze na Podpromie zatrzymało nas czerwone światło.
Nerwowo stukał palcami o kierownicę. W końcu czerwone kółko zmieniło się w żółte, a Piter z piskiem opon ruszył z miejsca. Pod halą zaparkowaliśmy z kilkuminutowym spóźnieniem, co nie ubiegło uwadze Kowala i głównego Kierownika Imprezy - Krzyśka.
- a już myślałem, że nie przyjedziecie! Wiecie jak się martwiliśmy! - lamentował Ignaczak, a gdyby mógł za pewne całowałby rzeszowskie chodniki w geście dziękczynnym.
- tylko się nie zdziwcie, ale na pokładzie gościmy jakiegoś studencika, który odbywa u nas straż - zastrzegł Zibi i wspaniałomyślnie zgodził się pomóc Piotrkowi z wsadzeniem naszych bagaży do autobusowego bagażnika.
czwartek, 11 kwietnia 2013
52.
Przełknęłam ślinę i ciągle wpatrując się w niebieskie tęczówki siatkarza zbierałam odwagę, aby w końcu zacząć mówić.
- trzy lata temu.. - zaczęłam niepewnie - a raczej dwa i pół roku temu - poprawiłam się zaglądając dogłębnie w szufladki pamięci - ja.. byłam chora..
Przeniosłam wzrok na balkonowe okno i mocno zacisnęłam powieki, powstrzymując się od wybuchnięcia niepohamowanym, nie do zatrzymania płaczem. Wspomnienia bolą, cholernie bolą.
- jes... a raczej byłam anorektyczką.
Zebrałam siły aby przenieść wzrok z odległych punktów położonych daleko za linią horyzontu na Nowakowskiego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, a co dopiero mówić o uczuciach. Siedział tak nawet nie poruszając się o milimetr, ba! nawet nanomilimetr. Zero jakiejkolwiek reakcji na moje słowa.
- tak miałam jadłowstręt psychiczny - kontynuowałam, odważnie spoglądając w oczy środkowego - zmagałam się z tym przez dwa miesiące, dopóki Krystian i rodzice nie zorientowali się, że coś ze mną jest nie tak. Zapisali mnie na leczenie. - zrobiłam pauzę - teraz jak ktoś podtyka mi pod nos jedzenie i na siłę zmusza mnie do jego spożycia... wtedy przypomina mi się to wszystko. Zaraz po odkryciu mojej "choroby" moja mama zachowywała się właśnie tak jak ty. Wciskała mi na siłę kanapeczki, kupowała tony słodyczy, abym tylko przybrała na masie.Przepraszam, że tak zareagowałam.
Zamilkłam dając mu czas do oswojenia się z zaistniałą sytuacją.
Przed oczami stanęły mi obrazki sprzed blisko trzech lat, gdy codziennie stawałam na łazienkowej wadze, a wynik wcale mnie nie zadowalała, wręcz przeciwnie, motywował mnie jedynie do zrzucenia kilku, a raczej kilkunastu kilogramów rzekomej nadwagi. Wieczorami podciągałam koszulkę do góry i w lustrze dokładnie obserwowałam każdą fałdkę na brzuchu. Każdy mankament mojego ciała sprawiał, ze brnęłam w anoreksję coraz bardziej. Jadłam coraz mniej, całkowicie wyłączyłam z mojego menu wszelakiego rodzaju pokarmy mięsne. Porcje posiłków zredukowałam do minimum. Każda modelka, aktorka, zwykła kobieta na ulicy o perfekcyjnej budowie ciała, idealnych kształtach, bez zbędnych kilogramów utwierdzała mnie w przekonaniu, że powinnam schudnąć. Media zrobiły mi pranie mózgu, zmieniły moje życie w piekło, zmanipulowali, a raczej nadal manipulują tysiące dziewczyn na całym świecie. Rozpowszechniają obrazek kobiety-marzenie, która tak na prawdę nie istnieje. Zrozumiałam to dopiero po kilku wizytach z psychologiem. Spotkałam się z dziewczynami mającymi ten sam problem co ja. Z pomocą rodziców, a przede wszystkim Łomacza i po części również Krisa wyszłam z tego.
Poczułam jak Nowakowski jeszcze mocniej ściska moją dłoń, a po chwili przygarnął mnie do siebie i przyległam do jego klatki piersiowej.
- to ja przepraszam - wyszeptał zaciskając swoje ręce w okręg okalający moje ramiona - nie wiedziałem.
Uniosłam głowę do góry i musnęłam wargami kącik jego ust, po czym z powrotem wtuliłam się w jego tors. Wiecie jaka to cudowna sprawa mieć obok siebie osobę, którą darzy się tak nadzwyczajnym uczuciem jakim jest miłość, a ona odwzajemnia naszą miłość w stu procentach, udowadniając to każdego dnia i na każdym kroku, poprzez dotknięcie "niechcący" twojej dłoni, czy policzka, poprzez nieśmiałe przytulenie, niepewny pocałunek?
Czasem warto zaufać i choć odrobinę pomóc miłości mówiąc jedno krótkie "tak", które zazwyczaj zmienia nasze życie diametralnie wywracając je o sto osiemdziesiąt stopni.
piątek, 5 kwietnia 2013
51.
- musisz jeść - powtarzał co chwila Nowakowski wpychając do mojej buzi kolejną kanapkę. A przecież zjadałam już jedną! co i tak jak dla mnie jest mega wyczynem.
- nie jestem już głodna - mruknęłam i odepchnęłam jego rękę.
- ale Miśka, zjadłaś dopiero jedną kanapeczkę.. chcesz się zagłodzić ? - nalegał i nie zważając na moje usilne prośby próbował zmusić mnie do jedzenia.
- ja nie jestem sportowcem, aby jeść tyle co ty - złapałam się już chyba ostatniej deski ratunku.
- ale to nie pozwala Ci się głodzić - ciągnął dalej.
- głodzę się tylko według ciebie - wymierzyłam w niego palcem - nie jestem głodna. Miło było, wracam do domu.
Zerwałam się z kanapy i zabierając z wieszaka swoją kurtkę zaczęłam wkładać buty. Błyskawicznie w głównych drzwiach pojawił się Piotrek, skutecznie uniemożliwiając mi wyjście z mieszkania.
- strasznie łatwo wyprowadzić Cię z równowagi - zaśmiał się.
- taka już jestem, panie Nowakowski - przelotnie spojrzałam w jego oczy zasuwając zamek kurtki.
- dziś z tego mieszkania nie wyjdziesz, panno Toborek.
Zamknął drzwi na klucz, który potem wylądował na dnie kieszeni jego spodni. Jednym ruchem odsunął moją kurtkę, a z głowy ściągnął czapkę. Ściągnęłam buty i trzymana przez Piotrka za rękę zostałam "doprowadzona" do salonu. Środkowy sprzątnął niezjedzone kanapki, po czym usiadł obok mnie na kanapie.
- a teraz odpowiesz mi na jedno pytanie - oznajmił zabierając mi pilot, którym zamierzałam włączyć telewizor.
- mój serial zaraz leci - skłamałam.
- nie oglądasz seriali - westchnął, chowając pilot pod jasnożółtą poduszkę, na której się opierał.
- nie udawaj, że tak dobrze mnie znasz - pokazałam mu język
- nawet nie wiesz jak bardzo. Nie zapominaj, że Karol to mój przyjaciel.
No faktycznie, oj głupia Ty.
- a teraz pytanie - posłał w moim kierunku złośliwy uśmiech - dlaczego tak zareagowałaś, gdy chciałem abyś zjadła kanapkę?
Serce ukuło mnie na samo wspomnienie "powodu" takiej reakcji.
Czyżby przyszedł czas na wyśpiewanie Piotrkowi jednego z najgorszych przeżyć w całym moim dwudziestotrzyletnim życiu?
Czy właśnie teraz muszę wracać to tego feralnego okresu?
- to jest dość długa historia - potarłam dłońmi o uda.
- mamy czas - odparł spokojnie, chwytając mój podbródek. Nie miałam wyboru.. musiałam spojrzeć w jego oczy, w których był cały mój świat - mi możesz zaufać.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
50.
wtorek, 26 marca 2013
49.
- Misia.. wstawaj - poczułam jak ktoś delikatnie potrząsa moje ramie.
Otworzyłam niepewnie oczy i podniosłam głowę, która jeszcze chwilę wcześniej leżała na klatce piersiowej Nowakowskiego.
- która godzina? - wychrypiałam
- po siódmej - uśmiechnął się i poprawił palcami moje w każdą stronę powykręcane włosy.
- boże - jęknęłam i ponownie ułożyłam głowę na torsie środkowego.
- spóźnisz się na wykłady - westchnął gładząc dłonią moje plecy
- kij z tym. Rzucam szkołę. Będę tylko spaaaaać - ziewnęłam
- zakochańce! Wstawać na śniadanie ! - doszedł do nas krzyk mojego brata. Gdyby chciał to obudziłby zapewne pół dzielnicy.
- jeszcze pięć minut - mruczałam co chwilę nie zmieniając uprzedniego poleżenia swojego ciała.
- mi jest bardzo wygodnie tutaj z tobą, ale za godzinę muszę być na Podpromiu.
Ponownie podniosłam głowę i spojrzałam na siatkarza "spod byka". Pokiwałam z politowaniem moją blond czupryną i z powrotem przytuliłam się do Piotrka.
- Miśka, bo się spóźnię - jęczał - no weź - nie widząc mojej reakcji zaczął powoli wstawać.
- chcesz żebym spadła ? - warknęłam podpierając się na rękach, cudem unikając zderzenia czołowego z ciemnymi panelami w moim pokoju.
- skądże Ci taki pomysł wpadł do tej głupiutkiej głowy? - popukał mnie w czoło wciągając mnie z powrotem na łóżko.
- a skąd w tej pustej głowie zjawił się pomysł aby wstać ? - wystawiłam w jego kierunku język, ale po chwili zamilkłam.
Na twarzy środkowego pojawił się ten cwaniacki uśmieszek. Przygryzłam dolną wargę widząc jak Piotrek zbliża się do mnie. Oparłam dłonie na jego klatce.
- no ile można was wołać ?! - do pokoju wpadł mój kochany Karolek i zepsuł magię chwili.
Cicho westchnęłam i rzucając coś w stylu "zaraz przyjdziemy" zniknęłam za drzwiami łazienki.
Chwilę później odświeżona i ubrana siedziałam na wysokim taborecie przy kuchennej wyspie. Szef kuchni zaserwował dzisiaj wysokokaloryczne naleśniki z czekoladą. Wcisnęłam w siebie jedną sztukę, za to chłopaki zjedli w sumie 15.
Po wykładach udałam się na halę, gdzie chłopaki mieli popołudniowy trening. Dzisiaj Kowal ogłosił wszystkie informacje o naszej podróży do Włoch, a to przecież już po jutrze (!).
- Paul, mam taką prośbę.. - "zakręciłam" się wokół amerykańskiego przyjmującego
- no dawaj - westchnął łapiąc nadlatującą piłkę, która miała za pewne trafić we mnie. Dzięki Dobrowolski, że chciałeś mnie zabić!
- pójdziesz ze mną na zakupy... ?
- czy ktoś powiedział zakupy ?! - wtrącił entuzjastycznie Krzysztof. Ten to potrafi się zaczaić, nawet nie wiem kiedy przechodził obok nas.
- zakupy ? zakupy? - rozniosło się echem po całej sali
- no widzisz wszyscy są chętni - zaśmiał się Lotman klepiąc moje ramię.
- no właśnie widzę..
Zakupy z Resoviakami - podejście drugie. Już widzę tony porozdawanych autografów, miliony przeróżnych min strzelanych do małego okienka w telefonie i decybele pisków... oj tak.. to już lepiej chyba iść samemu.
- ładować się do samochodów ! - zarządził Achrem - kierunek Centrum Handlowe.
Jak kazał kapitan tak zrobiła reszta. Wsiadłam do piotrkowego samochodu i od razu przepasałam się czarną taśmą, czytaj. pasem bezpieczeństwa. W rytmach Lady Panka odjechaliśmy spod hali. Po pokonaniu wszelakiego rodzaju utrudnień, robót drogowych i korków wreszcie środkowy zaparkował auto na podziemnym parkingu.
- ruchome schody ! - krzyknął Perłowski i pobiegł w stronę jeżdżących stopni.
Kilka razy zjeżdżał i wjeżdżał, aż w końcu Bartman i Schops siłą zaciągnęli go na górę. Jak dzieci, normalnie jak dzieci. Brakuje tu tylko Łomacza, który próbowałby wchodzić pod prąd.
- aaaa! - usłyszeliśmy głośny pisk, momentalnie wszyscy odwrócili się w stronę z której ów wrzask dochodził - czy to nie są siatkarze Reski ?!?!
- a mnie to już nikt nie poznaje - jęknęłam i otarłam wyimaginowaną łzę.
- sławnym trzeba się urodzić - odparł dumnie Zibi przeczesując swoje przydługie włosy ręką, po chwili składał już swoje cenne podpisy w notatnikach, pamiętnikach, na plakatach i kartkach.
- to ja sobie pójdę usiąść - oznajmiłam widząc powiększający się łańcuszek czekających kibiców i fanów, a i oczywiście hotek.
Zajęłam jedną z ławeczek w pobliżu i ze zniecierpliwieniem spoglądałam raz na siatkarzy, a raz na zegarek. Minuty upływały, a kolejka wcale się nie zmniejszała.
- pani Dominika ? - nawet nie wiem kiedy przysiadł się do mnie całkiem nieznajomy
czwartek, 21 marca 2013
48.
Zlustrowałam wzrokiem siedzącego obok mnie siatkarza. A może powinnam uciec? Rozpamiętując minione wydarzenia ta opcja wydawała mi się najbardziej rezolutna. Ale co tam, przecież Zbigniew Bartman nawet muchy by nie skrzywdził, co nie ?
- chyba jeszcze za wcześnie to oceniać - westchnęłam - jesteśmy ze sobą niecały dzień..
- kochasz go ? -wypalił ni stąd ni zowąd.
Popatrzyłam na niego zmieszana. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Czy go kocham?
- na to chyba też jest jeszcze za wcześnie - ucięłam krótko - a teraz chyba musisz już iść na rozgrzewkę.
Wskazałam na schodzących się siatkarzy. Bartman długo nie reagowała, więc wstałam ze swojego miejsca i podeszłam bliżej zawodników uwieczniając ich persony w kadrze.
Zdjęcie po zdjęciu zbliżaliśmy się do końca treningu. Kilka minut przed zakończeniem poszłam do kwatery rzeszowskich informatyków. Przekazałam im plik z wszystkimi zdjęciami, zamieniłam przysłowiowe dwa słowa i wróciłam na sale. Niestety tam nie zastałam nikogo oprócz pani sprzątaczki wrzucającej żółto-niebieskie Mikasy do kosza na kółkach. No tak, bo przecież naszym "Resoviankom" korona z głowy by spadła, gdyby po sobie posprzątali. Zabrałam z krzesełka swoją kurtkę i ubierając ją zmierzałam ku wyjścia z Podpromia. Z parkingu dobiegły mnie "odgłosy" wydawane przez chłopaków. Jak zwykle śmiali się z głupich tekstów Ignaczaka, bo co oni mogą robić innego ?
- hahahahahahaha - zaśmiał się po chwili przerwy Buszek.
- nie nie mów, że dopiero teraz zajarzyłeś ? - źrenice Dobrowolskiego momentalnie się powiększyły i przypominały.. o takie coś : O.O.
- Rafał ma długie nerwy.. zanim dojdzie z ucha do mózgu to trochę trwa - błysnął swoją inteligencją Kosok.
- kurwa, zamek mi zamarzł - jęknął Lotman.
Stojąc kilka kroków od nich z uśmiechem na ustach przypatrywałam się ich poczynaniom, w których to Bartman chciał pokazać wszystkim, że swoją siłą uda mu się otworzyć drzwi lotmanowego samochodu.
- co robicie ? - zapytałam niczym Izabela z "Fineasza i Ferba".
- otwieramy drzwi - machnął ręką Tichacek - ale to zadanie dla prawdziwych facetów, a nie dla dziewczyn.
- więc prawdziwy facecie poczekaj chwilkę, a zaraz otworzę te przeklęte drzwi. Piotrek rzuć klucze od swojego samochodu.
Nowakowski lekko zdziwiony rzucił mi jedną z najcenniejszych rzeczy w jego życiu. Otworzyłam drzwi do strony pasażera i ze schowka wyjęłam spray odmrażający. Wróciłam do grupki "prawdziwych facetów" i przepychając się między nimi dotarłam do tych nieszczęsnych drzwiczek. Kilka razy spryskałam zamarzniętą klamkę i po chwili Paul mógł wrócić do domu.
- proszę bardzo - wyszczerzyłam się o gestem ręki zaprosiłam Amerykanina do środka.
- gdybym nie miał żony, a ty nie byłabyś z Pitem.. to brałbym Cię oj brałbym - zaśmiał się przyjmujący
- ale masz żonę, a ona jest ze mną - Piotrek objął mnie ramieniem i pocałował w skroń. Czy ktoś tu właśnie jest zazdrosny ?
- dzięki Miśka ! - Lotman uścisnął mi dłoń i odpalił silnik auta.
Wszyscy porozchodzili się do swoich samochodów i rozjechali do domów. Usiadłam z pitowym samochodzie i czekałam aż środkowy pożegna się jeszcze z Kovacevićem. Zaczęłam majstrować przy przyciskach, szukając tego, który włączy ogrzewanie. Na dworze było nie za ciekawie i strasznie przemarzłam.
- chcesz mi wszystko poprzestawiać ?
Nawet nie zauważyłam kiedy do auta wsiadł Nowakowski. Spojrzał na mnie tym swoim karcącym wzrokiem, ale po chwili szeroko się uśmiechnął.
- ogrzewanie ? - spytał rozbawiony.
Kiwnęłam głową, a on przycisnął jakiś bliżej nieokreślony mi guzik i już po chwili poczułam jak przyjemne ciepło wypełnia wnętrze samochodu.
Kilka minut później byliśmy już na naszym osiedlu. Jako "wzorowa dziewczyna" zaprosiłam swojego chłopaka na tradycyjną kawę. Choć czarny napój zmienił się oczywiście w kolacje. Akurat trafiliśmy na Karola i Adę. Razem z nimi zjedliśmy posiłek, po czym zaszyliśmy się w mim pokoju. Położyliśmy się na łóżku i przez chwilę wpatrywaliśmy w sufit.
- wszystko zaczyna się układać - szepnął Piotrek splatając nasze palce ze sobą.
Przez moje serce przeszedł pojedynczy impuls. Było mi cholernie dobrze. Z nim.
- to wcześniej się nie układało ? - zaśmiałam się
- układało, ale nie tak jak powinno - sprostował - teraz już będzie.. zajebiście. Tak będzie zajebiście. Bo my jesteśmy zajebiści.
- skromność to podstawa - wyszczerzyłam się układając głowę na jego torsie
Rytmicznie unosiłam się wraz z jego klatką piersiową w górę i w dół. Nawet nie wiem kiedy gdy jego oddech ukołysał mnie do snu.
sobota, 16 marca 2013
47.
~Grzesiu już wszystko okej - przerwałam mu jego przeprosinowy monolog, który już trochę zaczynał mnie nudzić.
~na prawdę ? - wyczułam jak na jego twarzy pojawia się uśmiech.
~tak Łomacz, tylko następnym razem...
~tak wiem, mam nie wchodzić z butami w twoje życie - dokończył za mnie - po prostu martwię się.
~dobrze Grzesiu, ale teraz daaaj spać - jęknęłam, a w odpowiedzi usłyszałam tylko chichot rozgrywającego.
~dobranoc, ale pamiętaj, że w razie czego moja pięść może obić twarzyczkę tego Nowakowskiego - zaśmiał się.
Odburknęłam tylko jakimś cichym "okej" i zakończyłam rozmowę.
Padłam twarzą w poduszkę, po czym szybko usnęłam.
next day.
Kolejny dzień rozpoczął się dość nieoczekiwanie i nie była to miła pobudka, ani nawet Karol nie przyniósł mi śniadanie do łóżka. Westchnęłam i podreptałam do głównych drzwi, aby otworzyć spragnionemu mego widoku.U progu powitał mnie szeroki uśmiech Piotrka.
- jak się spało ? - spytał obdarowując mój policzek buziakiem.
- wspaniale, a Tobie ? - gestem ręki zaprosiłam go do środka
- nie było Cie obok mnie, więc nie zbyt fajnie - spuścił kąciki ust w dół
- Nowakowski takie teksty to ty możesz gimnazjalistkom puszczać - trzepnęłam go w ramię - a tak w ogóle to co cię do mnie sprowadza o tak wczesnej porze ?
- no na trening Cię zabieram - pociągnął mnie za sobą na kanapę.
- ja dzisiaj na uczelnię idę - wystawiłam mu język - na popołudniowy dopiero wpadnę.
Spojrzałam na zegarek. Nieubłaganie szybko zbliżała się godzina ósma. Zostawiłam więc środkowego w salonie, a sama poszłam do swojego pokoju. Związałam włosy w koka, a z szafy wygrzebałam dżinsy i ciepły sweter. Zaopatrzona w ubrania weszła do łazienki, gdzie w mgnieniu oka włożyłam je na siebie. Pociągnęłam jeszcze rzęsy tuszem i byłam gotowa na podbój rzeszowskiej uczelni.
W kuchni czekało już na mnie śniadanie. Z uśmiechem na ustach usiadłam na krześle i konsumowałam moje kanapki.
- podwiezieeeesz mnie ? - zrobiłam maślane oczy kota ze Shreka. To przecież zawsze działa.
- no nie wiem, nie wiem - drażnił się - jeszcze mi śniadanie nie podziękowałaś.
Podeszłam do niego i stojąc na palcach starałam się dostać do jego policzka. Na próżno! Tak więc inteligentne komórki panny Toborkowej zaczęły pracować. Przysunęłam sobie krzesełko i stanęłam na nim. Tera to ja byłam wyższa niż Piotrek! Bez problemu pocałowałam go w policzek. Jednak na tym się nie skończyło. Siatkarz chwycił mnie w pasie i ściągnął z mojego podwyższenia. Trzymając mnie bardzo blisko siebie postawił na ziemi i wpił się moje usta. Napawałam się jego bliskością i obecnością.
- kocham Cię - wyszeptał tuląc mnie do siebie.
Wiedziałam, że czeka aż powiem mu te dwa słowa, ale ja ciągle nie byłam tego pewna. Podobał mi się, czułam się z nim dobrze, czułam, że odnalazłam szczęście, ale po prostu nie byłam przekonana do tego czy to to uczucie.
- jedźmy już, bo się jeszcze spóźnisz - oznajmił zmieszany.
W milczeniu doszliśmy do samochodu Nowakowskiego. W ciszy również dojechaliśmy pod uczelnię. Nie wiedziałam jak się zachować wychodząc z auta. Spojrzałam na niego. Był jakiś nieobecny. Czułam jak serce pęka mi na drobne kawałeczki. Wyszłam z samochodu i czym prędzej zniknęłam za drzwiami UR.
Na wykładach w ogóle nie mogłam się skupić. Ciągle myślałam o tej chorej sytuacji z dzisiejszego poranka. Powinien mnie zrozumieć.. ja muszę dojrzeć do tego uczucia. Zamieniłam w czasie przerwy dwa słowa z Adą , po czym znowu biłam się z własnymi myślami na wykładach z fotografii.
Punktualnie o 14 wyszłam z budynku. Jakie było moje zaskoczenie, gdy na parkingu dostrzegłam dobrze znany mi samochód. Po chwili wyszedł z niego Piotrek i opierając się o maskę obracał między palcami kluczyki. Powoli podeszłam w jego stronę. Serce łomotało mi jak flaga na wietrze.
- przepraszam - wyszeptał podchodząc do mnie. Zza pleców wyciągnął pojedynczą czerwoną różę.
- dziękuję - gdy tylko się nachylił pocałował go w policzek.
Prosto spod uczelni pojechaliśmy na hale. Gdy wchodziliśmy Piter złapał mnie za dłoń, co wywołało burze "uuuuuu" wśród idącego za nami Ignaczaka i Bartmana.
Rozstałam się z środkowym i każdy poszedł w swoją stronę. Usiadłam na krzesełku koło boiska i przeglądałam zdjęcia zapisane na karcie pamięci w aparacie.
- widzę, że dobrze wam się układa - siatkarz przysiadł się obok mnie i upił łyk wody z butelki.