środa, 12 grudnia 2012

13.

- szlachta siedzi na tyłach !! - krzyknął Ignaczak wbiegający jako ostatni do autobusu
- Krzysiek ty do tej szlachty niestety nie należysz - Bartman rozsiadł się na "tyłach" i pokazał libero język.
- trzeba było dłużej rozmawiać z żonką - zaśmiał się Grzesiek
- Kosa, ty się ciesz, bo jeszcze tych problemów nie masz. 
- ale co jest strasznego w posiadaniu żony ? - spytałam odrywając wzrok od tłumu kibiców pod hotelem.
- na przykład to że Krzysiu nie może sobie poflirtować z tymi tam za oknem, tak jak to robi teraz Lotman .
- co ja ?
- przecież widzimy jak nękasz wzrokiem tą brunetkę za oknem.. ale powiem Ci, że musisz jeszcze popracować. I pamiętaj mnie Zibiemu mistrzowi podrywu nigdy nie dorównasz - i salwa śmiechu przeszła przez cały autokar aż dotarła do siedzącego na samym przodzie trenera, który szybkim krokiem zmierzał w naszym kierunku.
- który tu jest mistrzem podrywu ? - zapytał siadając obok Bartmana. Zapadła grobowa cisza. Każdy zerkał na Zbyszka, który zrobił się czerwony jak burak.
- no ja trenerze - burknął i wodził wzrokiem po całym autokarze, aby tylko nie spotkać spojrzenia Kowala.
- no więc mistrzu podrywu, jaką obierasz taktykę ? - 
- zazwyczaj mój uśmiech wystarczy. pokazał bym panu więcej, ale wie pan ja już mam dziewczynę.. już wyszedłem z wprawy
- mistrz podrywu nigdy nie wychodzi z wprawy ! 5 kółeczek dodatkowych !
- trenerze, ale za coo ?  - jęknął, na co Igła wybuchnął niepohamowanym śmiechem. 
- Ignaczak, o twoich 20 nie zapomniałem - trener wrócił na swoje miejsce, a Krzyśkowi mina zrzedła. Z jego wspaniałego uśmiechu nic nie zostało.. Ale co tam, teraz możemy podziwiać smutnego Ignaczaka biegającego 20 kółek. 
Gdy tylko dojechaliśmy pod halę chłopaki pobiegli do szatni. Ja razem ze sztabem udałam się prosto na salę. Włączyłam i ustawiłam swój sprzęt i z niecierpliwością oczekiwałam na przybycie rzeszowskich olbrzymów. 5 min, 10 min, 15... a ich nie ma. 
- Dominiko, mogłabyś sprawdzić co te paniusie tak długo siedzą w tej szatni ? Czyżby zapomniały pudru z hotelu ? 
Pomysł trenera nie spodobał mi się za bardzo, ale cóż przełożonym nie można odmawiać.  Stanęłam przed drzwiami szatni i wzięłam głęboki oddech. Położyłam dłoń na klamce i nacisnęłam ją, ale o dziwo drzwi się nie otwarły. Zaczęłam nerwowo szarpać.. i nic. Po chwili usłyszałam krzyki siatkarzy. Ich głosy zlewały się w jeden, ale można było wyłapać, że proszą o pomoc, bo ktoś ich zamknął. Nie no super. Takie rzeczy tylko w Polsce. Pobiegłam do trenera i opowiedziałam mu o całym zajściu. Razem z nim i jakimiś bliżej nieznanymi mi osobami, pracującymi w sztabie próbowaliśmy wyciągnąć chłopaków z ich szatni. Trener Kowal nerwowo zadzwonił do organizatora meczu, którym jest prezes gdańskiego klubu. Ten skierował go do woźnego. Po długich poszukiwaniach odnaleźliśmy kantorek woźnego, a raczej woźnej. Po dokładnym opowiedzenia jej całej historii zgodziła się wydostać chłopaków. 
- wybawicielko nasza ! - Ignaczak upadł jej do stóp. Kobieta spojrzała na niego wzrokiem typu o.O, ale później poprosiła o autograf. Okazało się, że pani Stenia jest zapaloną fanką Resovii, a w swoim kantorku ma plakat rzeszowskiej drużyny. Wszyscy siatkarze złożyli na nim swoje podpisy i po kilku minutach zjawili się na sali treningowej, gdzie czekał już na nich rozzłoszczony Kowal. 
- trenerze to był zamach ! - wrzeszczał na cały ośrodek Igła - oni zrobili to specjalnie, abyśmy nie mogli przygotować się do meczu. To było zaplanowane ! to był zamach!
- Ignaczak, cholero jasna, czy ty masz ADHD ? - wrzasnął na niego pan Andrzej. No nareszcie ktoś zauważył to co ja !
- nie ? - Krzysiek spojrzał na niego, a jego wyraz twarzy mówił sam za siebie : "are you fucking kidding me?"
- to siadaj tu na dupsku i zacznij się rozgrzewać !
Siatkarze przerażeni zaczęli swoje ćwiczenia rozciągające, a wściekły trener biegał po całej sali z telefonem w ręku co chwilę wykrzykując jakieś przekleństwa. Niepewnie poruszałam się między siatkarzami robiąc im zdjęcia. Nieoczekiwanie wybiła godzina 13:00 i zawodnicy mieli się udać na obiad. Bo przecież z pustymi brzuchami nie można grać, prawda ? Weszliśmy do pomieszczenia w samym końcu korytarza. Siatkarze rzucili się na stolik z jedzeniem. Jednak każdy wziął sobie malutką porcję, aby mógł to wszystko strawić przed meczem. Korzystając z tego iż nie jestem zawodnikiem nałożyłam sobie trochę większą porcję. Resoviacy patrzyli na mnie z oczami jak pięciozłotówki, co chwilę dodając 'ta to ma dobrze'. 
Trener dał chłopakom 15 minut na zregenerowanie się, więc wszyscy ruszyli do szatni. Tym razem wzięli mnie jako bodyguarda i miałam pilnować aby nikt ich znowu nie zamknął. A moje pilnowanie wyglądało mniej więcej tak : otworzyłam drzwi i oparłam się o futrynę. Obserwowałam sobie siatkarzy uzupełniających płyny. Zrobiłam im parę zdjęć, które można było zatytułować "stado u wodopoju". Nagle wszyscy usłyszeli dźwięk otwierającej się puszki. Kilkanaście par oczu spojrzało na Bartmana, który trzymając puszkę między nogami zakładał koszulkę. 
- no co ? Red Bulla sobie nie można wypić ? - wywrócił oczami i wziął łyka napoju energetyzującego.
- to jest nie zdrowe - mruknęłam. podeszłam do niego i zabrałam mu puszkę - weź lepiej tą o to tutaj butelkę z jakimiś witaminami - rzuciłam mu napój z numerem 9 na zakrętce.
- dzięki mamo, nie musiałaś - mruknął i zaczął pochłaniać wodę. 
Do szatni zawitał trener Kowal z widocznym uśmiechem na twarzy. Szybko podałam Red Bulla stojącego obok mnie Piotrkowi, który szybko upchnął go do szafki. Widząc to Bartman odetchnął z ulgą i posłał mi dziękczynne spojrzenie. 
- no panienki. sprawa się wyjaśniła - wszystkie oczy powędrowały w kierunku rzeszowskiego coach`a - zostawiliście klucz z zewnętrznej strony, a jakiś popaprany kibic lub lepiej to ująć psycho-fan Lotosu Trefl Gdańsk wbiegł niepostrzeżenie do obiektu i widząc tabliczkę na drzwiach "Asseco Resovia" przekręcił kluczyk.
- ale jakim cudem on tutaj się znalazł? Przecież przed wejściem jest ochroniarz, a kibiców nie wpuszczają w te strony - Nowakowski usiadł i zaczął dokładnie sznurować swoje obuwie.
- pan Piotrek to jest ochroniarz usnął na zmianie. Prezes obiecał że wyciągnie konsekwencje. A teraz panowie zbierać się za 2 minuty na sali ! - oznajmił i opuścił pomieszczenie. 
- no to już wiemy czemu usnął - mruknął Grzyb
- niby czemu ? - spytałam obserwując Pita który już po raz piętnasty wiązał swoje adidasy.
- bo tylko koleś o imieniu Piotrek może zasnąć na służbie - za te słowa Wojtek oberwał ręcznikiem od Nowakowskiego. 
Punktualnie wszyscy zjawili się na sali. Trener zarządził krótkie odbijanie w parach aby rozciągnąć dodatkowo wszystkie mięśnie. Potem chłopaki chwilę poatakowali. 
Później wszyscy zebrali się w szatni, a trener zaczął omawiać ostateczną taktykę. W końcu drużyny wyszły na boisko. Zajęłam swoje miejsce za bandami reklamowymi. I dokładnie przyjrzałam się moim współpracownikom. 

piątek, 7 grudnia 2012

12.

Obróciłam się i spojrzałam w jego niebieskie, pełne ciepła i zrozumienia tęczówki. Na jego twarzy malował się delikatny uśmiech, który tak bardzo przypominał mi Krisa. Ledwie stłumiłam w sobie płacz. Muszę być silna. Muszę zapomnieć. Muszę skupić się na przyszłości.
- co się stało ? - spytałam
- chciałem tylko sprawdzić czy już śpisz
- jakoś nie mogę zmrużyć oka - westchnęłam
- zaśpiewać Ci kołysankę ? - przytaknęłam - ach śpij kochanie tarantula chodzi Ci po ścianie, a ja wezmę gruby kij i pierd... uderzę ją w ten ry.. twarz, a ty sobie smacznie śpij.
Leżałam tam i ledwo wstrzymywałam napad śmiechu. Piotrek ma tak swój osobisty, bliżej nieokreślony sposób śpiewania. Nie da się tego porównać do wykonania Michała Winiarskiego z Igłą Szyte, ale jest blisko. Musi tylko popracować nad czystością dźwięku. Co Ja mówię... Nie oszukujmy się... Piotrek nie umie i nie będzie umiał śpiewać. No chyba że stanie się cud.
- panie Piotrze, 3 razy nie. Dziękujemy nie przechodzi pan.
- nawet Foremniak się nie podobało ? - udał obrażonego - a ja byłem taki miły kiedyś i dałem jej mój autograf.
- Dałeś autograf doktor Zosi Burskiej? - moje oczy przypominały pięciozłotówki, a szczena opadła na podłogę
- Miśka zamknij buzię bo Ci muchy wlecą.
Zrobiłam moją ulubioną minę "are you fucking kidding me?"
- Zacznijmy od tego że tutaj nie ma much - wywróciłam teatralnie oczami. No, no, muszę przyznać że chyba zmienię zawód z fotografa na aktorkę.
- jak nie ma? Tutaj siedzi jedna - wskazał palcem na róg sufitu
- to jest pająk - westchnęłam
- pa.. pa.. pa.. pająk ? - w jego oczach malowało się przerażenie
- tak Piotrek to jest pająk. No nie mów mi tylko że taki duży chłopak boi się takiego małego stawonoga?
- nie boję się - stwierdził jednak w głębi się bał. Nie chciał się do tego przyznać, bo jak to by było gdyby świat dowiedział się o jego fobii. Dwu metrowy facet boi się malutkiego, niegroźnego pająka. Ech. Faceci - możesz go zabić?
- przecież ja tam nie dostane - mruknęłam
- Miśka no proszę, podsadzę cię.
- ale później dasz mi już spokój i będę mogła wreszcie pójść spać.
Pokiwał twierdząco głową. Już po chwili siedziałam na ramionach siatkarza. No wiecie jak, tak "na barana". Jego zimne dłonie dotykały moich piszczeli. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Wzięłam jakiego buta i szybkim ruchem zmiażdżyłam kruche ciało pająka.
- wiesz że jak się zabije pająka to następnego dnia będzie deszcz - wyszeptałam gdy z powrotem znalazłam się na łóżku.
- mówi się trudno - westchnął i pocałował mnie w policzek - dziękuje za zabicie go.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. 23:52. Jezu Chryste i wszyscy anieli w niebie. Jak ja jutro niby mam wstać?! Obróciłam się tyłem do Nowakowskiego i zamknęłam oczy.

Rano obudził mnie budzik, który Piotrek ustawił sobie na telefonie. Nie miałam siły wstać. Wręcz przeciwnie do siatkarza, który szybko pobiegł do łazienki. Wrócił po upływie kwadransu owinięty tylko ręcznikiem. Podszedł do szafy i wyjął z niej jakiego ubrania. Ponownie wbiegł do łazienki zostawiając mnie z rozmyśleniami nad jego umięśnionym ciałem.
- Domi zbieraj się. Za 15 minut śniadanie - oberwałam poduszką z salonu
- łaskawie wcześniej nie dało mi się tego powiedzieć?
Zabrałam ubrania i poszłam do łazienki. Całe pomieszczenie wypełnił zapach perfum Nowakowskiego. Oparłam się o umywalkę i kilka razy zaciągnęłam się zapachem. W 15 minut ogarnęłam swój wygląd i razem z Piotrkiem udałam się do hotelowej restauracji. Było już sporo ludzi. I to nie tylko rzeszowskich siatkarzy ale również innych gości. Kilka nastolatek podniecało się faktem że będą jadły razem z zawodnikami Resovii. Jednak gdyby je tak spytać jak nazywają się poszczególni zawodnicy połowy by nie znały. Pocieszam się faktem że mieszkają w Gdańsku więc pewnie są kibickami tutejszej drużyny. Po śniadaniu chłopaki porozdawali autografy gościom hotelu, a ja słysząc że mamy godzinę wolnego poszłam na plaże.
Doszłam do mojego ulubionego miejsca. Nie przychodziło tutaj wielu plażowiczy ze względu na pełno sosnowych igieł i kamieni. W porównaniu do innych ja bardzo lubiłam to miejsce. Cisza, spokój. Szum morza i powiem wiatru. Usiadłam na piasku. Wzięłam garść sypkiej substancji i obserwowałam jak pojedyncze ziarenka spadają między moimi palcami. Wróciły wspomnienia. Właśnie w tym miejscu pierwszy raz się całowałam i właśnie tutaj poznałam Krystiana i Łomacza. Z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy. Schowałam głowę w kolana i płakałam.
- kogo ja widzę - usłyszałam męski głos za sobą. Tylko trzy osoby oprócz mnie wiedzą o tym miejscu. Tylko Kris, Grzesiek i Karol. Ten drugi jest za pewne na treningu a ten trzeci siedzi w Rzeszowie.
- daj mi święty spokój - krzyknęłam myśląc że to mój były chłopak. Po chwili wysoki mężczyzna usiadł obok mnie.
- przepraszam, myślałam że to Krystian..
- Miśka nie płacz. Zapomij o tym gówniarzu - przyciągnął mnie do siebie i objął ramieniem. Szybko otarłam moje policzki i delikatnie się uśmiechnęłam.
- jak mnie tutaj znalazłeś ?
- wszyscy Cię szukają, a Piotrek już prawie zawału dostaje.
Wyjęłam z kieszeni telefon. 5 nieodebranych połączeń od Nowakowskiego. Napisałam mu SMSa gdzie jestem, po czym z powrotem schowałam komórkę.
- nie uważasz że Pit się trochę dziwnie zachowuje? Nie znam go długo ale mam takie dziwne wrażenie że coś z nim nie tak...  - powiedziałam wpatrując się w wzburzone morze.
- jest inny. Znam go na tyle dobrze, że jestem prawie w 100% pewny, że nasz Cichy Pit się zakochał.
- zakochał... - westchnęłam.
Po chwili usłyszeliśmy krzyki zawodników Sovii. Uradowany Ignaczak opowiadał kolegom jakąś wyimaginowaną historię o tym jak jednym paluszkiem odbił piłkę atakowaną przez Michajłowa.
- takie gwóździa przywalił, ale nie ma co tam to tytuł najlepszego libero ligi światowej zobowiązuje - Igła wypiął dumnie pierś do przodu
- Krzysiu nie przechwalaj się tak - krzyknął siedzący koło mnie Bartman
- Zbysiu a ty byś może nie podrywał przyszłej pani Nowakowskiej.
- że co ?? - momentalnie odsunęłam się od Zibiego i spojrzałam w stronę Piotrka. Stał z Kosą i śmiał się pod nosem.
- nie było sprawy - mruknął Ignaczak - a teraz zbieramy się bo zaraz wyjeżdżamy na halę.
Przez całą drogę do hotelu Piter dyskutował o bliżej nieokreślonych sprawach z Bartmanen. Mi zostało wysłuchiwanie przechwałek Igły i Schopsa. Idący za mną Achrem i Lotman oceniali moją sylwetkę i tyłek. Po burzliwych naradach doszli do wniosku iż mam najzgrabniejszą pupę w całej Resovii. W sumie to nastawiałam taki wynik. Taka konkurencja jak Grzyb, Perłowski, czy Ignaczak to nie konkurencja. Jak można w ogóle moje zacne cztery litery porównywać do ich wielkich tyłków. Wszyscy pozabierali z pokoi swoje torby i załadowaliśmy autokaru.

czwartek, 6 grudnia 2012

11.

- Grzesiek ! Zwariowałeś !- krzyknęłam, gdy spostrzegłam się kto jest moim napastnikiem. Zakrył mi usta dłonią i przykazał abym się nie wydzierała na cały hotel.
- chciałbym Ci zaproponować spacer gdańskim parkiem. Pamiętasz, jak w każdej wolnej chwili spacerowaliśmy alejkami ?
- pamiętam - uśmiechnęłam się na samą myśl o tym wspomnieniu.
W dobrych humorach opuściliśmy budynek. Obróciłam głowę i spojrzałam na świecące się w moim pokoju światła. Mój wzrok przykuła postać stojąca na balkonie. To na 100 % był Piotrek. Gdy tylko nas zobaczył na jego twarzy nie widniał ani milimetr uśmiechu. Zacisnął tylko pięści i zniknął w pokoju. Wzruszyłam ramionami i podążyłam za Łomaczem. Doszliśmy do najpiękniejszego, a zarazem naszego ulubionego parku w mieście. Każdej zimy lepiliśmy tutaj bałwana i rzucaliśmy się śnieżkami, a latem robiliśmy sobie śmieszne zdjęcia.
- więc ty i Kris to definitywnie koniec ? - zapytał nieoczekiwanie i pociągnął mnie na pobliską ławeczkę, na o samą gdzie jeszcze nie dawno całowałam się z moim byłym
- definitywnie - sztucznie się uśmiechnęłam i oparłam się plecami o ławkę
- więc mam jakąś szansę - mruknął pod nosem.
- słyszałam - strzeliłam go w ramię, a on zaczął mnie łaskotać. Wszyscy przechodni patrzyli na nas jak na małe dzieciaki lub jeszcze gorzej jak na parę zakochanych nastolatków... - przestań, noo
- no okeeej - uśmiechnął się i zajął wygodną pozycję obok mnie
- nie zaczyna się zdania od no ! - skarciłam go jak profesjonalna polonistka
- a no masz rację.
Nie opanowaliśmy naszego śmiechu i zaczęliśmy "hahać" jak wariaci. Po chwili ktoś stanął przed nami. Podniosłam wzrok ku górze, myśląc, że to których z Resoviaków mnie szuka. Myliłam się, oj, bardzo się myliłam.
- mnie posądzasz o zdradę, a sama puszczasz się z pierwszym lepszym ! - krzyknął zdenerwowany Krystian
- nie odnoś się tak do niej ! - wrzasnął na niego Łomacz
- ty się nie odzywaj. Wykorzysta Cię, tak samo jak mnie !
- skąd ty w ogóle masz czelność mówić coś takiego !? - Grzesiek wstał i podszedł do Krisa z zamiarem "obicia mu facjaty"
- Grzesiek uspokój się ! - chwyciłam go za rękę i odciągnęłam od mojego byłego - a my nie mamy już sobie nic do wyjaśnienia - rzuciłam w stronę Krystiana i odeszłam z rozwścieczonym Mc Gregorem w stronę hotelu
- jeszcze tego pożałujesz - krzyknął na 'do widzenia'  Kris.
A ja znowu rozkleiłam się jak małolata, która właśnie straciła swoją pierwszą, wielką miłość. Szybko pobiegłam w stronę hotelu zostawiając zdezorientowanego siatkarza daleko w tyle. Niczym Struś Pędziwiatr wbiegłam do windy i nerwowo zaczęłam naciskać przyciski. W końcu dotarłam do drzwi mojego pokoju. Jak na złość nie miałam kluczy. Zaczęłam dobijać się do drzwi. Po 5 minutach Piotrek łaskawie je otworzył. Cała zapłakana weszłam do środka. Zaraz za mną wbiegł Łomacz.
- stary co ty jej zrobiłeś ? - Nowakowski zaczął zadawać mu pytania jak prawdziwy policjant. Można powiedzieć, że był zarazem 'dobrym' jak i 'złym gliną'.
- młody nie bulwersuj się. Ja jej nic nie zrobiłem. Nie skrzywdził bym najlepszej przyjaciółki, jest dla mnie jak młodsza siostra. Byliśmy w parku i tam dowalił się do niej Krystian, resztę sobie wyobraź - Grzesiek podszedł do mnie i mocno mnie przytulił - muszę już iść, ale nie martw się jutro się widzimy. Piotrek zaopiekuj się nią. I pamiętaj, jeżeli ją skrzywdzisz nie wybaczę Ci tego - rzucił wychodząc.
Zapłakana zamknęłam za siatkarzem drzwi i usiadłam na podłodze w sypialni. Oparłam się o łóżko i podciągnęłam nogi do klatki piersiowej. Kolana objęłam rękami i 'wtuliłam' w nie moją głowę. Łzy wielkości ziarenek grochu spływały mi po policzku. Z jednej strony nie potrafiłam wybaczyć Krisowi tego co zrobił i powiedział, z drugiej strony tak bardzo brakowało mi jego ciepła, czułych słów, pocałunków, jego osoby.  Czułam się jak między młotem, a kowadłem. Każda opcja, była zła. Uczucie do niego nie chciało opuścić mojego serca, a jego uśmiechnięta twarz mojej głowy.
- nieszczęsną miłość może uleczyć tylko inna miłość - wyszeptał siadając obok mnie Piotrek.
- nie rozumiem
- kiedyś się przekonasz - uśmiechnął się - chodź tu - wyciągnął rękę i szybkim, zwinnym ruchem przyciągnął mnie do siebie mocno przytulając mnie do swojego ciała.
Czasem taki mały gest jakim jest przytulenie znaczy dla człowieka więcej niż wszystko inne. A taki niewinny gest strasznie pomaga, przynajmniej mi. Wtedy czuję, że komuś na mnie zależy i że ze swoimi problemami nie jestem sama. Ale jak już za pewne zdążyliście się przekonać, takie miłe chwilę nie trwają wiecznie. Szybko spostrzegliśmy, że jest już bardzo późno. Dżentelmen Piotrek puścił mnie pierwszą do łazienki. Pół godziny później oboje leżeliśmy przykryci pod 'sam czubek nosa' kołdrą.
- Miśkaaa - szepnął.

wtorek, 4 grudnia 2012

10.

Jak już wspominałam, tonęłam w objęciach mojego dobrego gdańskiego przyjaciela. Można by powiedzieć że nawet fruwałam kilka centymetrów ponad ziemią. Gdy tylko poczułam grunt pod stopami, usiadłam na krzesełku, to samo zrobił również ON.
- czy my przypadkiem nie urządzaliśmy ostatnio dla Ciebie imprezki pożegnalnej ? Co ty tutaj robisz ?
- jak mnie nie chcesz to mogę sobie pójść - uśmiechnęłam się i już miała teatralnie wychodzić, gdy mnie zatrzymał.
- Siadaj i opowiadaj Co Cię sprowadza w nasze skromne gdańskie progi.
- przyjechałam tu, bo mój kochany braciszek załatwił mi praktyki przy swoim boku. No wiesz cykanie zdjęć zmęczonym wielogodzinnymi treningami siatkarzy i ich zmaganiami w trakcie meczy, ty tam dobrze wiesz o co biega - puściłam mu oczko - kontynuując, Karol wysłał mnie tutaj, bo niby jest chory, a tak na prawdę gania na randki z moją przyjaciółką Adą, więc w niedalekiej przyszłości widzimy się na weselu i tu pomijając twoje pytanie, jasne iż z tobą zatańczę. Wczoraj odwiedziłam rodziców, wszystko u nich w porządku, a z resztą o tym wiesz, bo mówili mi że u nich byłeś. Potem byłam u Krystiana, okazało się że mnie zdradza, ale mniejsza o to.. a teraz jestem tutaj i siedzę obok Ciebie opowiadając Ci moją historię.
- jeszcze nigdy nie słyszałem żebyś powiedziała aż tyle na jednym oddechu. Kobieto ty się zapisz na pływanie, skoki synchroniczne, albo nurkowanie.
- pomyślę o tym - posłałam mój piękny uśmiech numer 4, po czym jak zwykle wybuchnęliśmy śmiechem. Więc jednak nie ma to jak mój zabójczy uśmieszek. Wiedziałam, że mogę mu o wszystkim powiedzieć, bo on o nic nie będzie pytał. Jak już zauważyliście zamiast robić mi kazanie na temat Krisa, on kazał chodzić na basen. Kocham tego kolesia, on jest po prostu zajebisty. W tym samym momencie drzwi do szatni otworzyły się.
- Mc Gregor ? - spytał zszokowany Igła i aż przetarł ze zdumienia oczy.
- we własnej osobie Krzysztofie - Łomacz, dumnie wypiął pierś. I tu wasze wielkie o.O, no ale tak już wyszło, że znam Grześka, bo przecież jak można nie znać własnego sąsiada, no może nie sąsiada, bo on mieszka dwa pietra wyżej, ale zawsze to coś.
- kope lat stary - libero poklepał kumpla po ramieniu i charakterystycznie poruszył brwiami.
- przepraszam, panowie ale muszę was opuścić... trening - cicho jęknął
- to może wpadniesz do nas dzisiaj wieczorem ? Hotel XYZ. Czekamy - zaproponował Ignaczak.
Nie czekając na odpowiedź pożegnaliśmy się z Łomaczem i szybko pobiegliśmy do autobusy, ponieważ trener Kowal spieszył się na kolacje. Widać, że przebywanie z tymi pełnymi energii wariatami powoduje efekt głodu. Ja też go odczuwam. Jako iż nie byłam po treningu jako pierwsza zameldowałam się w autokarze. Zalotne spojrzenie w stronę kierowcy i drzwi zostały otwarte. I ja się pytam po co tu zaklęcie "sezamie otwórz się" wypowiadane co chwilę przez Dobrowolskiego? Wystarczy po prostu szczery uśmiech płci pięknej.  Usiadłam wygodnie na jednym z siedzeń i już zaczęłam wkładać do uszu słuchawki i podłączać IPoda  ale Piotrek zwinnym ruchem zabrał mi urządzenie.
- nie radzę - szepnął - zaraz Ignaczak zasypię Cie milionem pytań, w  stylu skąd znasz Łomacza..
- Miśka !! - usłyszeliśmy wrzask Igły z początku autokaru
- a nie mówiłem.
- nie mówiłaś, że znasz Mc Gregora.. - zrobił minę naburmuszonego pięciolatka
- a ty nie mówiłeś, że nie umiesz atakować - zaśmiałam Cię - gdybym wiedziała o Twoich niecnych zamiarach poprosiłabym trenera aby nie wpuszczał Cię na boisko.
- mniejsza o to mała, skąd ty go znasz ? - niecierpliwił się
- Jezu Chryste... sąsiadem moim był, to znaczy jest tylko, że teraz mloich rodziców...
- czemu nam wcześniej nie powiedziałaś ? - no tak, wiecznie oburzony Ignaczak
- a pytaliście ?
Libero spojrzał na swoich kolegów z drużyny. Wszyscy wzruszyli tylko ramionami, a Igła odburknął tylko 'Nie' i wygodnie usiadł na siedzeniu. Naburmuszony z obniżonym poziomem samooceny Krzysiu - to jest widok.
Gdy tylko dotarliśmy do hotelu wszyscy na hura władowali się do windy. Cudem dojechaliśmy na nasze piętro, bo jednak czternastu siatkarzy trochę waży. Jednak architekt hotelu wziął pod uwagę takie obciążenie. Chwała mu za to ! Szybko udaliśmy się do naszych pokoi i na odczep się wrzuciliśmy torby. Ponownie wszyscy wepchali się do windy i również bezproblemowo dotarliśmy na parter. Kolacjaaaa ! Nareszcie, bo już umierałam z głodu. Wszyscy pozamawiali sobie baaardzo duże porcję, poszłam za ich przykładem, choć moje danie nie było tak obszerne jak na przykład Lotmana, ale ten i tak lubi dużo jeść, a przecież polskie jedzenie jest najsmaczniejsze.
- uważaj, bo się przejesz ! - parsknął Ignaczak siadając obok mnie.
- Krzysiu, weźmy pod uwagę, że ty ten kopiec kreta spalisz, a ja trochę nie bardzo..
- ty nie masz czego spalać... sama skóra i kości. popatrzcie - "strzelił" z mojej bluzki. Zignorowałam jego formę zaczepki i wzięłam się za pałaszowanie kolacji. A potem scenariusz znów się powtórzył i wszyscy władowaliśmy się do windy. Objedzona wtoczyłam się do pokoju i rozłożyłam na łóżku. Włączyłam laptopa i zgrałam wszystkie zdjęcia na dysk. Tak na wszelki wypadek, jakby jutro było za dużo ciekawych ujęć. Włączyłam baterię do ładowarki. 'Odpoczynek, nareszcie'. Jak już za pewne wiecie nic co dobre nie trwa wiecznie. Zaraz rozległo się głośne pukanie do drzwi. Piotrek zrezygnowany wstał z kanapy, na której siedział i oglądał bodajże coś w stylu "Dlaczego ja?" lub "trudne sprawy".
- dłużej się nie dało ? - jęknął wchodząc do pokoju, nie kto inny jak Ignaczak. Tego to jednak jest pełno. Może on ma ADHD ? Ach, trzeba to skonsultować z trenerem w najbliższym czasie. Już widzę te nagłówki w prasie : "Najlepszy libero ma ADHD" i te miliony komentarzy na Facebooku. Czujecie to ?
Zaraz za Krzysztofem weszła reszta Resoviaków na czele z moim ukochanym gdańszczaninem Łomaczem. Wszyscy rozsiedliśmy się w salonie i razem z Nowakowskim, który błagał o to jak małe dziecko, dokończyliśmy oglądać Trudne Sprawy. Akurat leciał odcinek 24, w którym to Dariusz próbował podbić serce Karoliny. Nie powiem, ale ten odcinek jest najlepszy. Nie obyło się bez tłumaczeń, nie których zwrotów dla naszych zagranicznych kolegów.
- Piter, patrz, tak możesz poderwać dziewczynę - wtrącił Krzysiek widząc "laurkę" na chodniku -  ucz się od  Dariusza
- racja. Piotrek, dziewczyny na to lecą - dodał Buszek, a przez pokój przeszła salwa śmiechu.
- Dominiko, mój aniele, moja różo, mój misiaczku - Bartman ukląkł przede mną na jedno kolano i zaczął parodiować Dariusza - nikogo nie kocham tak jak Ciebie...
Kontynuowałby, gdyby mógł mówić, niestety śmiech mu w tym przeszkodził. Takich wariatów to ja w życiu nie widziałam. Jedynie Piotrek, siedział jakiś taki smutny i zamyślony. Nie reagował nawet na szturchania i zaczepki Igły.
Jednak bezkonkurencyjnie starcie o najśmieszniejszą scenę wygrał Daro w wannie. Mistrzostwo.
- mam pomysł ! - krzyknął uradowany Ignaczak
- o nie tylko nie to - pół Sovi chwyciło sie za łowy, nie dziwię im się. Krzysiek + pomysły = niechybna katastrofa
- ale to będzie dobre... nakręcimy parodię tego docinka ! -
- pojeba..
- Grzyb bez wulgaryzmów, dziecko tu jest - ściszył go Łomacz
- dziecko ? masz na myśli Igłę, tak ?  - spojrzałam na Gregora spod byka, a ten tylko pokiwał głową i szeroko się uśmiechnął.
Po skończonym odcinku każdy zajął wygodne miejsce w sypialnej części mojego pokoju. Nadszedł czas na karty. Już miałam dołączać do siatkarzy ale ktoś złapał mnie za rękę i wyciągnął z pokoju...

poniedziałek, 3 grudnia 2012

9.

Wyszedł na balkon i kontynuował zaciętą wymianę zdań z moim bratem. Znając życie już mu wszystko dokładnie wyśpiewał, więc zaraz po powrocie do Rzeszowa czeka na mnie kazanie, w którym co drugie zdanie będzie brzmiało "a nie mówiłem". Tylko na co mi jego pieprzone gadki, jak i tak nie cofnie czasu.
- idziecie na ten obiad ? - do pokoju wpadł jak tornado Ignaczak
- idziemy, idziemy. Tylko Piotrek skończy gadać przez telefon
- jak kocha to poczeka - krzyknął do kolegi
- sęk w tym że nie kocha - zaśmiał się wchodzący do pomieszczenia Piotrek
- ach tak dziewczyna z nim zerwała - szepnął mi do ucha Krzysiek
- słyszałem.. - mruknął pod nosem
- o to chodziło. Piter ty się już ustatkować powinieneś. Weź przykład ze mnie. Żona, dzieci, aż chce się żyć. A tutaj zobacz, jaka przepiękna dziewoja siedzi i tylko czeka na twój ruch.
- Igła ! - krzyknęłam.
Libero tylko się zaśmiał. W dobrych humorach ruszyliśmy na obiad. Po pysznym dwu daniowym obiedzie wpakowaliśmy nasze zacne cztery litery i gdańskimi ulicami pojechaliśmy na trening. Korki, korki i jeszcze raz korki. Zamiast piętnaście minut jechaliśmy blisko trzy razy dłużej.
- w końcu ! - krzyknął uradowany Lotman opuszczając autobus.
Panowie udali się do szatni, a ja prosto na salę. Ustawiłam ostrość, światło i inne te pierdoły i oczekiwałam na przybycie rzeszowskich gwiazd.
- zanim te panienki się wyszykują minie trochę czasu - powiedział z uśmiechem trener siadając obok mnie - ale spokojnie każda minuta to jedno kółeczko więcej. Więc ile my tutaj już mamy ?
- 15:05 - strzeliłam pięknego smajla.
- no więc pięć kółek więcej.
W tym momencie na boisko wkroczyli siatkarze. Trener zaczął jak zwykle od rozgrzewki. Zawodnicy biegali wokół boiska wzmachując w każdą stronę swoimi wielkimi kończynami. I to nie tylko górnymi, ale dolnymi również. Zgodnie z zadaniem jakie mi przypisano biegałam między nimi co chwilę błyskając fleszem. Żaden nie protestował. Wręcz przeciwnie, każdy z nich zrobił swoją ulubioną minę. Więc w moich zbiorach miałam cwaniacki i uwodzicielski uśmiech Bartmana, dzióbek Ignaczaka, język Simona i nieśmały ledwo zauważalny uśmiech Nowakowskiego. Wspominałam już że kocham moją pracę ?
Po dodatkowych pięciu kółkach siatkarze wzięli się za rozciąganie swoich mięśni. Następnie dopracowywali swoje ataki i zagrywki. Aż nareszcie przyszedł czas na moją ulubioną część treningu : MECZ! Trener podzielił ich na dwie drużyny i zaczął się pojedynek. Zwycięska drużyna miał 10 kółek mniej na jutrzejszym treningu. Więc było o co walczyć. I teraz muszę się pochwalić kolejnymi świetnymi zdjęciami: piękna obrona Krzyśka, która równie dobrze można zatytułować "leżę i kwiczę", cudowny, boski Zbigniew Bartman i jego ataki. Ciekawym momentem treningu były również ataki naszego cudownego libero. Tak moi drodzy. Krzysztof Igła Ignaczak chce zastąpić tak wychwalanego przeze mnie ZB9, ale jak się zapewne domyślacie nie wyszło mu to jak znakomicie jak Zibiemu i na jego nieszczęście piłką dostał nie kto inny a trener Kowal. Och, no to teraz Krzysiu ma przesrane. Skruszony podążył w stronę sztabu szkoleniowego, a reszta jego oddanych kolegów z drużyny zaczęła gwizdać i śmiać się. No tak boki zrywać. Nie ma to jak naśmiewać się z kolegi. Ignaczak dostał 20 dodatkowych kółek na jutrzejszym treningu. Trener zakończył mecz i udał się do rzeszowskiego masażysty. Może i atak Krzyśka nie był na tyle mocny, ale był nawet celny, biorąc pod uwagę to że próbował trafić w swojego 'kołcza'.
- stary teraz musisz uważać aby cię z drużyny nie wyrzucił - taki o to słowami wspierał naszego utalentowanego libero Schops. Krzysiek tylko coś odburknął i zniknął za drzwiami szatni. Usiadłam na krzesełku i czekając na chłopaków zaczęłam oglądać zrobione dzisiaj zdjęcia. Nagle usłyszałam że ktoś mnie woła. Odwróciłam się w stronę z której dobiega głos i szeroko się uśmiechnęłam. Po chwili tonęłam już w objęciach...

__________________________
Jak myślicie w kogo objęciach tonęła Dominika ? Podpowiem : pamiętajcie że jest w Gdańsku :D

niedziela, 2 grudnia 2012

8.

- a my pędzimy jak roller coaster, roller coaster... - "śpiew" Piotrka pod prysznicem i do tego głośne pukanie do drzwi, to były dwa podstawowe czynniki, które doprowadziły do obudzenia mnie.
Wstałam i podeszłam do szafy, w  której jedne z dwóch drzwi były lustrem. 'Na trzy otwierasz oczy. Raz. Dwa. Trzy'. Jezus Maryja i wszyscy święci. Ciekawie musiała wygladac miniona noc. Oczy zapuchnięte i czerwone od płaczu. Musiałam wylać tony łez. Niechętnie podeszłam do drzwi, do których dobijał się nie kto inny jak Ignaczak, Kosok, Buszek i Schops.
- Dominika ?! A to nie jest pokój tego marnego śpiewaczyny za trzy grosze? - spytał zdumiony moją mądrością libero
- niestety to ja wygrałam losowanie i muszę dzielić sypialnie z tym o to tam - odpowiedziałam i mimowolnie opadłam na stojącą nieopodal kanapę.
- Miśka nic Ci nie jest? - podbiegł do mnie zatroskany Grzesiek.
- wszystko w porządku. Muszę poprostu się ogarnąć. Ta noc była ciężka
- no nie dziwię Ci się. Pewnie ten wielki talent wokalny co chwilę się nim popisywał.. - zaśmiał się Buszek
- co wy chcecie od niego. Mi tam się podoba jak Piotrek śpiewa - wybełkotał coś łamanym polskim Schops
- wy i ten wasz niemiecki gust - Krzysiek poklepał obcokrajowca po plecach.
W tym samym momencie łazienkę opuścił Nowakowski. Nie czekając na nic wbiegłam do mniej zaraz za nim. Nie wytrzymałam już. Każde wypowiedziane przez siatkarzy słowo przypominało mi chwilę spędzone z Krystianem. Nawet śpiew Pita przypomniał mi jedno wydarzenie jak mój były już chłopak śpiwał jedną z romantycznych ballad pod moim balkonem. Tak wiem, scena niczym z Romea i Julii, ale tak było. Było i już nie wróci. Znowu poczułam mokre policzki a do umywalki wpadały pojedyncze krople słonej wody. Usłyszałam pukanie do drzwi. Po chwili w łazience zjawił się Igła.
- powiedziałem coś nie tak ? - spytał stając obok mnie
- nie. Wszystko w porządku. Po prostu wczoraj odkryłam że mój chłopak mnie zdradza - teraz to już ryczałam niczym bóbr. Krzysiek szybko zawołał Piotrka, który mocno mnie de siebie przytulił. Środkowy szybko pogonił zgromadzone towarzystwo i zaprowadził mnie do pokoju sypialnego, gdzie posadził mnie na łóżku.
- przepraszam - wyszeptałam
- za co ? - zaskoczony odwrócił się i zaniechał zakładania koszulki. Stał przede mną i eksponował swój umięśniony tors.
- nie pamiętam co się stało w nocy ale po moim wyglądzie wnioskuje że dużo płakałam.
- płakałaś, to fakt. Ale nie masz za co przepraszać - uśmiechnął się i pogonił mnie do łazienki.
Wzięłam długi prysznic, po czym dokładnie wyruszyłam włosy i zrobiłam na tyle mocny makijaż aby zakrył moje sińce pod oczami. Ubrałam, przyniesione ze sobą, czarne rurki, białą bokserkę i bejsbolówke. Stopy włożyłam w czarne wysokie adidasy i razem z Piotrkiem udaliśmy się do hotelowej restauracji. Byliśmy pierwsi. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i zamówiliśmy 2 zestawy śniadaniowe. Po chwili dołączyła do nas reszta zawodników. Do naszego stolika przysiadł się Igła i Bartman. Poczekaliśmy w spokoju na nasze śniadanie.
- Dośka, potrzebuje namiarów - oznajmił Zibi
- na ? - zapytałam nie podnosząc głowy z nad talerza
- niejaki Krystian Andrus. Zranił moją przyjaciółkę i muszę obić mu tą jego mordkę.
Na samo wspomnienie JEGO imienia i nazwiska zrobiło mi się jakoś tak smutno i pusto w środku.
- mała tylko nam się tutaj nie rozklejaj. Nie warto - szepnął mi do ucha Piotrek.
- Bartman, dzięki że chcesz pomóc, ale nie warto - poklepałam go po ramieniu i delikatnie uśmiechnęłam się w stronę Nowakowskiego.
Przeprosiłam siatkarzy i szybko udałam się do pokoju. Karol znowu próbował się do mnie dodzwonić. Wszystkie połączenia anulowałam ale wiedziałam że mój brat nie odpuści. Usiadłam na balkonie, tak samo jak wczorajszego wieczora. Spojrzałam przed siebie. Moim oczom ukazała się przepiękna panorama Gdańska. W oddali falujące morze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Już dawno nie byłam na gdańskiej plaży. Stęskniam się za tym miejscem.
- no to co Miśka, zbieraj się . Idziemy zwiedzać miasto - krzyknął wchodzący do pokoju Piotrek. zaczął sprawdzać każdy pokój aż końcu znalazł mnie na balkonie.
- nie chce wam niszczyć wyjazdu
- przecież jedynie ty znasz Gdańsk - oznajmił wpadający do pokoju Kosok. Nie ma to jak potknąć się o próg. Czapki z głów.
- jakoś nie mam ochoty na spacery
- albo z nami idziesz albo będziemy Cię dręczyć do końca wyjazdu - tym razem na balkon zawitał Bartman
- a po za tym ktoś musi zrobić nam zdjęcie - Igła zrobił swoją pozę czyli podparł swoje biodra dłońmi, wygiął się de przodu i złożył usta w dzióbek.
- Krzysiu, daruj sobie - westchnęłam i opuściłam już o wiele przeciążony balkon.
- za pięć minut przy recepcji - krzyknął na pożegnanie ZB9.
Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w bliżej nieokreślony punkt. Piotrek podał mi mój aparat i na siłę wyciągnął mnie z pokoju. Windą zjechaliśmy na parter i razem z resztą Resoviaków opuściliśmy hotel.
Przespacerowaliśmy się głównymi ulicami Gdańska. Pokazałam im każde ciekawe miejsce. Zrobiłam im przy tym miliard zdjęć. Przy nich zapomniałam o wczorajszym dniu. Są moim osobistym lekiem na całe zło. Przy nich jest inaczej. Wszystkie problemy wydają się błahe, a ich rozwiązania tak oczywiste. Na koniec zaprowadziłam ich na gdańskie wybrzeże. Posiedzieliśmy w ciszy na wilgotnym piasku obserwując falujące morze. Jednak sielanka musiała się kiedyś skończyć. Musieliśmy wracać do hotelu na obiad, a potem na trening.
- Karol ciągle do mnie dzwoni. Co mam mu powiedzieć ? - spytał Piotrek gdy już weszliśmy do naszego pokoju
- powiedz że rozładował mi się telefon i że wszystko jest w porządku.
Siatkarze nikło się uśmiechnął i oddzwonił do mojego brata. 

sobota, 1 grudnia 2012

7.

I to był chyba mój największy błąd. Po chwili otworzył mi... no właśnie do cholery jasnej kto to jest ?! Niczym nie przypominała Krystiana ani nawet Mata, który rzekomo wrócił z Londynu. Bo jakim cudem mój kochany wierny i w ogóle naj chłopak lub mój cudowny opiekuńczy przyjaciel w tak krótkim czasie przemienił się w utlenianą blondynkę w miniówie która ledwo zakrywała jej dupę z metrowymi tipsami i w topie z którego wylewał jej się jakże obszerny biust. Zatkało mnie. No po prostu stałam jak wryta, szczena opadła mi na podłogę a oczy przypominały pięciozłotówki.
- o co chodzi? - zapytała swoim jakże piskliwym a wręcz skrzeczącym głosikiem.
- ja mam sprawę do Krystiana - odpowiedziałam. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Tego bym się po nim nie spodziewała. Ale przecież nie  osądzajmy tego wszystkiego. Może to jego kuzynka lub ktoś z rodziny albo po prostu przyjaciółka.
- Misiu do Ciebie ! - a więc jednak mnie zdradził.
- Domi ? - spytał gdy tylko zobaczył mnie w drzwiach. Zaskoczenie nie opuszczało jego twarzy.
- we własnej osobie - wymamrotałam. Po moim policzku popłynęła pojedyncza łza. Dośka! Przestań! Musisz być silna. Nie warto marnować łez na takiego dupka.
Kris podszedł do drzwi, a wytapetowana dziewczyna, z której makijaż trzeba chyba roztłuc najpierw młotkiem, rzuciła mu się na szyję i namiętnie pocałowała. Nie wytrzymałam. Odepchnęłam ją która natychmiast zniknęła za drzwiami łazienki.
- widzę że Matty się trochę zmienił. Zmienił płeć...
- to nie to co myślisz - chwycił mnie za rękę i wciągnął do mieszkania. Szybko wyrwałam swoją dłoń, lecz moje plecy napotkały za sobą zimną ścianę jego przedpokoju.
- może przedstawisz mi nową "szczęściarę" ? - ostatni wyraz ujęłam w tzw. "króliczki" - młodzieżowy cudzysłów w powietrzu
- cholera jasna, to nie miało być tak !   - wrzasnął i mocno przycisnął mnie do ściany.
- a jak ? - odchyliłam twarz, gdyż chciał mnie pocałować - bylibyśmy razem, ciągnęlibyśmy ten jakże szczęśliwy związek. Ja, sama w Rzeszowie, a ty z jakąś paniusią w Gdańsku. Sam widzisz, że to nie ma sensu.
- wybaczysz mi ? Zapomnijmy o tym... obiecuję, że się zmienię. Kocham Cię Miśka.
- przebaczyć i zapomnieć ? - uśmiechnęłam się cwaniacko - Ani nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzheimera.
- Domi, ale ja Cię kocham ! Rozumiesz ? - zaczął krzyczeć.
- tak samo, jak tą lalunię, która teraz płaczę w łazience ? - spytałam i zaśmiałam się. Laska darła się, ryczała, jakby coś sobie złamała.
- Jolka, kotku, nic ci nie jest ? - Krystian opiekuńczy kochający, kłamliwy zdrajca. Czujecie to, przed chwilą zapewniał, że mnie kocha, a teraz wyjeżdża do tej pindy z kotka... - złamałaś coś ?
- paznokciaaaa - wyjęczała przez łzy. Nie wytrzymałam. Wybuchnęłam śmiechem, gdyby ktoś jeszcze mnie słyszał na pewno wziąłby mnie za wariatkę. Ale jak tu się nie śmiać, jak taki człek jak Jola ryczy i wyrywa sobie włosy z głowy bo połamały jej się tipsy ? żenada...
Spojrzałam w stronę łazienki. Nasze kochane gołąbeczki tonęły sobie w ramionach. Patrząc na nich przeleciały mi przed oczami wszystkie chwile spędzone z moim już byłym, tak, definitywnie BYŁYM chłopakiem. Nasz spotkanie, jak wpadliśmy na siebie w centrum handlowym, wspólna kawa, pierwsze randki, pierwszy pocałunek, pierwszy raz... Zaufałam mu, a on tak po prostu to wykorzystał i puścił się z tą łajzą, która wygląda jakby pracowała w jakimś burdelu, ewentualnie tańczyła na rurze w klubie go-go. Nie ubliżając oczywiście porządnym dziewczyną, które sytuacja życiowa zmusiła do pracy w nocnych klubach.
Ogarnęłam się i otworzył drzwi aby ostatni raz opuścić jego mieszkanie.
- Dominika, zaczekaj ! - zawołał, a ja mimowolnie odwróciłam się w jego stronę - zacznijmy od nowa..
- człowieku, czy ty w ogóle słuchasz co mówisz ? Przed chwilą słodziłeś tej o to tam Twojej Joli, a teraz chcesz żebyśmy znów spróbowali być razem. Nie poniżaj się. Miej choć trochę godności
- obiecuję Ci że się zmienię.
- nie uwierzę już w ani jedno twoje słowo.
- kochanie... proszę Cie - zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta.
- Krystian, choć tu ! - krzyknęła z łazienki Jola
- za minutkę skarbie..
- kpisz sobie ?! - parsknęłam śmiechem - tworzylibyśmy wspaniałą rodzinkę.. ty, ja i Jola. A teraz żegnaj. pozostaje mi tylko życzyć wam szczęścia.
Dałam mu buziaka w policzek i wybiegłam z budynku. Usłyszałam tylko trzask drzwi. Usiadłam na najbliższej ławce i wybuchnęłam płaczem. Obiecałam sobie, że nie będę wylewać łez z powodu jakiegoś chłopaka, ale po prostu nie wytrzymałam. Chciałam razem ze słonymi kroplami wylać z siebie wszystkie negatywne emocje. Mój telefon zaczął dawać o sobie znak. Dzwonił Karol... Nie odebrałam. Nie chciałam słuchać jego kazań i tego stylowego "a nie mówiłem". Nie tego potrzebuję. Teraz potrzebuję wsparcia, ciche "jestem z tobą", ale przecież tutaj go nie uzyskam. Banda wielkoludów mi nie pomoże, a Ada jest daleko stąd.
Zapłakana wróciłam do hotelu. Otworzyłam drzwi do mojego, a raczej naszego pokoju i zaświeciłam światło. Na fotelu w saloniku siedział zmartwiony Piotrek. Wstał i podszedł do mnie. Szybko otarłam łzy i omijając go poszłam na balkon. Usiadłam opierając się o ścianę. Podciągnęłam nogi pod klatkę piersiową i oparłam głowę o kolana. ponownie słone strugi wody poleciały z moich oczu. Po chwili usłyszałam kroki Piotrka. Wyszedł za mną na balkon i usiadł obok mnie. Nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie. Zadziwił mnie. Tego bym się po nim nie spodziewała. Po nim, ani po żadnym z reszty zawodników. Oni nie znają smutku, rozstania. Bo przecież jak jakaś laska może zostawić siatkarza, dzięki któremu może mieć sławę i forsę... Denerwują mnie te wszystkie hotki, z którymi sportowcy i inne gwiazdy muszą się użerać. Współczuję im, że wiążą się z osobą która rzekomo ich kocha, ale od niego nie odejdzie, bo leci na jego kasę,  a nie na osobowość i charakter. Właśnie do tego typu dziewczyn zaliczyłabym nowo poznaną Jolę. Kris nie był biednym chłopakiem. Jego rodzice byli właścicielami wielkiej korporacji, którą w przyszłości miał przejąć ich jedyny syn. Ale co z tego, że był bogaty... Szczerze, to mnie nie interesuje czy ktoś ma pieniądze czy ich nie ma. Ważniejsze jest wnętrze człowieka. Prawdziwe wnętrze Krystiana poznałam dopiero teraz. Przedtem nie podejrzewałabym go, że może mi zrobić coś takie, że może zdradzić. Jeżeli się kocha, to bezgranicznie. Po moich policzkach łzy spływały coraz gęściej. Piotrek wziął rękaw swojej bluzy i otarł moją zapłakaną twarz.
- nie marnuj łez na jakiegoś dupka - wyszeptał. Spojrzałam mu w oczy i delikatnie się uśmiechnęłam.Nowakowski był całkiem innym facetem niż myślałam. Stanowczo różnił się od Krystiana.
- dzięki.
- za co ? - zapytał zaskoczony.
- za to, że teraz ze mną jesteś. Za to że mnie wspierasz.
- zawsze będę to robił - mocniej mnie do siebie przytulił. Wzięłam głęboki oddech i napawałam się wonią jego perfum. Co jak co ale męskie perfumy to jest coś - choć do środka, bo robi się zimno.
Podniósł mnie i wprowadził mnie do sypialni. Usiadłam na podłodze opierając się o łóżko, a on wszedł do łazienki i napuścił do wanny wody. Wprowadził mnie do środka i nakazał wziąć długą, relaksującą kąpiel, gdyż na jutro muszę być w formie. Zamknęłam drzwi na klucz i spojrzałam w lustro. Wyglądałam jak siedem nieszczęść. Tusz spływał mi po policzkach, oczy podkrążone, czerwone od łez. Co chwila pociągałam nosem. Rozebrałam się i "wskoczyłam" do dużej wanny. Przez chwilę woda mnie parzyła, jednak później przyzwyczaiłam do jej temperatury moje ciało. Zrelaksowana wytarłam swoje ciało i narzuciłam na nie luźną koszulkę w rozmiarze XXL z napisem "I <3 NY". Moja tradycyjna pidżamka. Do tego krótkie, przyległe spodenki. Dokładnie zmyłam pozostałości moje makijażu i przeczesałam włosy. Wyszłam z łazienki. Piotrek przeniósł do salonu kołdrę i poduszkę, zaczął wygodnie rozkładać się na kanapie.
- chyba nie zamierzasz tutaj spać ? - skarciłam go wzrokiem - przecież pomieścimy się na tym ogromnym łóżku. Wzięłam jego pościel i wniosłam ją do sypialni. Wygodnie położyłam się na jednej z części łóżka. 15 minut później dołączył do mnie siatkarz. Wszedł do sypialni w samych bokserkach. Zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu i nikle się uśmiechnęłam, tak aby on tego nie zauważył. Jego wyrzeźbione ciało, stał przede mną niczym młody bóg.

__________________________________________
informacja : jak zauważyliście zmieniłam imię głównej bohaterki... tak jakoś Antonina do mnie nie przemawiało... :>