niedziela, 13 stycznia 2013

28.

- chyba nie mamy o czym - warknęłam
- Miśka proszę - nalegał.
- nie Miśkuj mi tu. Śpieszę się.
- musisz mi uwierzyć.
- nic nie muszę - wtrąciłam
- ja nie miałem nic wspólnego z tą wczorajszą sytuacją..
- Piotrek przepraszam ale się śpieszę.
Ominęłam go i weszłam do budynku. Od razu udałam się do pomieszczenia gdzie miały być robione zdjęcia. Siatkarze przygotowywali się do sesji. Dzisiejsze zdjęcia miały zostać zlicytowane a pieniądze oddane do jednego z rzeszowskich domów dziecka.
Najpierw każdy z zawodników pozował osobno. Chłopaki bardzo dobrze radzili sobie przed obiektywem. Ale sielanka kiedyś musiała się skończyć bo przyszła kolej na Bartmana. Nie miałam ochoty go oglądać. Jest zwykłą świnią, jak każdy facet. Chciałam jak najszybciej pstryknąć zdjęcia atakującemu, ale ten sprytnie mi to uniemożliwiał. Tak jakby robił to specjalnie.
- mógłbyś przestać i choć do jednego zdjęcia zrobić normalną minę? - krzyknęłam aż statyści lekko drgnęli.
- czy ty przypadkiem jesteś na mnie zła? - zrobił minę niewiniątka dając statystą znak aby opuścili pomieszczenie.
- wyobraź sobie że tak - wywróciłam oczami i chciałam wyjść by z powrotem zawołać pomocników.
- a już myślałem że masz okres czy coś - zaśmiał się.
- skończmy już tą sesje - warknęłam
- nie. Nie skończymy dopóki nie powiesz mi o co jest zła - pociągnął mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Bartman zostaw mnie! - wysyczałam przez zęby.
- nie rozumiem Cię. Dlaczego ty nie zachowujesz się jak inne? Dlaczego nie jesteś mi uległa.
- najwidoczniej nie jestem taka jak inne. A teraz przepraszam ale musimy dokończyć sesje.
Zawołałam statystów i kontynuowaliśmy. Tym razem Zbyszek wykrzesał iskrę fotomodela i zdołałam mu zrobić kilka świetnych zdjęć. W drzwiach minął się z Piotrkiem.
- porozmawiamy potem? - zapytał wychodząc już z sali
- nie wiem czy znajdę czas - powiedziałam aby tylko dał sobie spokój.
- wpadnę do ciebie około 19 - rzucił i wyszedł
Miałam teraz chwilkę przerwy więc zjadłam drożdżówkę i wypiłam kawę. Potem cała Resovia  weszła do pomieszczenia i zrobiłam im kilka naprawdę genialnych zdjęć.
- to może jeszcze jedno z ukochanym amerykańskim przyjmującym ? - Lotman zarzucił swoją masywną i umięśnioną rękę na moje ramiona.
- mógłbyś? - strąciłam jego kończynę i strzępnęłam niewidzialny kurz.
- nadal jesteś zła? - spytał.
- Einsteinie zasługujesz na Nobla - klepnęłam go po plecach.
- Miśka no pliiiss - pisnął mi do ucha.
- a co to ja jestem święta Teresa, żeby wam przebaczać?! - na samo wypomnienie o świętym uśmiechnęłam się pod nosem - a teraz wybacz ktoś do mnie dzwoni.
Wyjęłam telefon z kieszeni, a na wyświetlaczu ukazał się nieznany rząd dziewięciu cyferek. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może to Kubiak dzwoni i nie myliłam się, bo po chwili usłyszałam jego głos.

//
- witam moją ulubioną Miśkę - zaśmiał się dźwięcznie tym swoim dzikowym śmiechem.
- no siema Misiek - a oczy wszystkich pasiaków momentalnie skupiły się na mnie - a czy ty przypadkiem nie powinieneś jechać sobie do Jastrzębia ? - mina Zbyszka po usłyszeniu tych słów wyrażała więcej niż tysiąc słów.
- a wyobraź sobie że nie. A po za tym Holmes'ik się stęsknił - teatralnie westchnął.
- powiedz Russellowi że ja też się za nim stęskniłam.
- tylko za nim ? - usłyszałam zawiedziony głos Łasko
- za wami wszystkimi - poprawiłam się.
- więc będziesz mogła to nadrobić. Za dziesięć minut pod halą - oznajmił i rozłączył się nie czekając na moją odpowiedź.
//

Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Chłopaki stali z otwartymi buziami i wlepili we mnie swoje kolorowe tęczówki. Szybko zebrałam swój aparat i pognałam do Kozłowskiego. Wspólnie wybraliśmy najlepsze zdjęcia po czym wysłałam je do drukarni. Narzuciłam na siebie bluzę, nałożyłam czapkę i wysyłam przed Podpromie. Kilku Rzeszowian rozmawiało z Jastrzębianami, a mianowicie Holmesem, Kubiakiem i Matteo. Z miejscowych siatkarzy był Bartman, Nowakowski, Igła i Buszek. Amerykański środkowy zobaczył mnie już z daleka i przyszedł się przywitać.
- ja nie wiem co zaszło między wami w nocy ale zachowujecie się jakoś dziwnie - skwitował nasze powitanie Michał.
- spaliśmy na osobnych łóżkach - zaśmiałam się a Resoviacy znowu próbowali nadążyć nad obrotem zdarzeń.
- tego nie byłbym aż taki pewny - brnął dalej Kubiak
- słowo fotografa - uniosłam dwa palce do góry i szeroko się uśmiechnęłam.
- jak nie słucha hymnu Skry, to przytula się z Jastrzębskimi - żalił się Buszek.
- Rafcio, Rafcio jak zwykle dowciapny - zaśmiałam się ironicznie.
- to my porywamy waszą panią fotograf - oznajmił Łasko i pożegnaliśmy się z rzeszowskimi sportowcami.
- za ile mogę ją wykupić ? - spytał poufnie Piotrek.
- niestety dobrowolnie poddaję się moim okupantom - rzuciłam i chwytając pod rękę Russella poszliśmy zwiedzać Rzeszów.
A jak to bywa zwiedzania Rzeszowa zaczyna się w centrum handlowym. Odwiedziliśmy więc najpierw pizerię, a potem połaziliśmy po sklepach. Było już grubo po osiemnastej jak wróciliśmy pod halę. Chłopaki postanowili wrócić do hotelu, ale jeden z nich uparł się, że odprowadzi mnie do domu. Co z tego, ze to dość spory kawałek.. przecież możemy się przejść.. czujecie ten sarkazm ?
- ładnie Ci w mojej bluzie - uśmiechnął się promiennie. poczułam jak rumieniec oblewa moje policzki.
W ciszy doszliśmy do mojego mieszkania. Zajęło nam to jakieś czterdzieści minut, więc Russell postanowił wziąć taksówkę, aby szybciej wrócić do hotelu.
- dziękuję Ci za wszystko - podeszłam do siatkarza i mocno się do niego przytuliłam.
- pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Dzwoń nawet w środku nocy.
Taksówka podjechała, więc musieliśmy się pożegnać. Jeszcze raz go przytuliłam, a on nieśmiało ucałował mój policzek. Czekałam przy drzwiach aż auto odjedzie spod bloku. Szybko pobiegłam na górę i otworzyłam drzwi mieszkania.
- no nareszciee - usłyszałam głosy, które ostatnio tak bardzo znienawidziłam.

piątek, 11 stycznia 2013

27.

Wpatrzona w wyświetlacz przeskakiwałam ze zdjęcie na zdjęcie. Nagle poczułam mokre dłonie na swoich policzkach. Uniósł mój podbródek i delikatnie musnął moje usta swoimi. Zdezorientowana spojrzałam na rozbawionego siatkarza.
- i co panowie. Stawiacie - zaśmiał się, a reszta zawodników z niedowierzaniem popatrzyła na atakującego.
- posrało was już ?! - warknęłam i opuściłam szatnie trzaskając drzwiami.
Wychodząc z hali zderzyłam się z siatkarzami Jastrzębskiego. Chciałam przejść nie zauważalnie. Schyliłam głowę i z impetem otworzyłam drzwi.
- Miśka, to ty ? - ktoś złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. No tak mister Kubiak. - co się stało? Jakoś wcześniej byłaś bardziej radosna.
- wszystko okej - mruknęłam i chciałam iść dalej ale Michał perfekcyjnie mi to uniemożliwił.
- hej chłopaki - krzyknął do swoich kolegów z drużyny - to jest Dominika, dziewczyna Bartmana.
- nie jestem jego dziewczyną ! - syknęłam. Zrobiłam może dwa kroki a on znów mnie zatrzymał.
- jak to nie ? Zerwaliście? - dopytywał
- i tu Cię zaskoczę. Ja nigdy z nim nie byłam.
- no chyba, że tak.. chcesz się napić? - zaproponował.
- a czemu nie - westchnęłam i poszłam z jastrzębianami do ich autobusu.
Chłopaki przemycili mnie przed trenerem. Holmes wyjął z torby swoją bluzę i pomógł mi ją założyć. Łasko odnalazł gdzieś czapkę typu full-cap i tak zamaskowana dotarłam do ich hotelu. Niepostrzeżenie wyszłam drugim wyjściem, po czym z Kubiakiem zniknęłam za drzwiami pokoju, który dzielił z Tisherem. Zaległam na jednym z łóżek i czekałam aż chłopaki się wyszykują. Mój telefon ciągle dawał o sobie znać. Spojrzałam na wyświetlacz czarnego LGika. 3 nieodebrane połączenia od Pita, 2 od Zbyszka, i po jednym od Lotmana Karola. Nawet Ignaczak się do mnie dobijał. Wyłączyłam telefon i wrzuciłam go do torebki. Dziś chce odreagować i zapomnieć. Choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i rzeszowskich siatkarzy, którym przegrana chyba nie służy, tracą przez to rozum i zdrowy rozsądek.
Niecałe dwadzieścia minut później staliśmy już przed hotelem. Nadal miałam za dużą rusellową bluzę i michałową czapkę. Ubiorem praktycznie niczym nie różniłam się z chłopakami. Byłam tylko kilkanaście centymetrów niższa od nich.
Jednogłośnie wybraliśmy jeden z rzeszowskich pubów.
Zajęliśmy miejsca w loży na pietrze i zaczęliśmy pić. Kelner postawił na stole pierwszą kolejkę. Przechyliłam kieliszek i do dna. Z lekko skwaszoną miną sięgnęłam po szklankę soku. Kolejka za kolejką byliśmy coraz bardziej wstawieni i wiedzieliśmy o sobie coraz więcej. Chłopaki poznali moją całą historię począwszy o Krystiana skończywszy na dzisiejszej sytuacji w szatni.
- nie wiem jak jest u was, ale u nas w Portugalii nie zakładamy się o kobiety - skwitował Violas.
- u nas niby też tak jest - wychrypiał Kubiak - ale Miśka nie przejmuj się, Zibi ma teraz okres godowy i takie zachowania u niego są na porządku dziennym.
- okres godowy ? - zdziwił się Matteo
- testosteron i inne hormony mu buzują i chłopak nie daje sobie rady - zaśmiał się Michał - wiem co mówię. Jak jeszcze graliśmy w plażówkę to przez jego odchyły zawsze musiało nam się oberwać.
Kelner donosił co chwilę kolejne kieliszki wypełnione przezroczystą wysoko naprocentowaną cieczą.
Grubo po północy opuściliśmy knajpkę. Jastrzębianie przekonali mnie abym została u nich w hotelu na noc. Miałam dzielić pokój z Holmesem, który jako jedyny miał wolne łóżko. Weszliśmy do jego 'sypialni'. Russell pożyczył mi jedną ze swoich koszulek, po czym wzięłam prysznic i rzuciłam się na "swoje" łóżko. Coś mnie podkusiło aby włączyć telefon, ale w ostatniej chwili się opamiętałam i z powrotem wrzuciłam LGika do kieszeni spodni. Po chwili amerykański środkowy opuścił łazienkę i przez chwilę mogłam napawać swoje oczy jego idealnie wyrzeźbioną klatką piersiową. Holmes szybko założył koszulkę, po czym wzajemnie życzyliśmy sobie dobrej nocy i usnęliśmy.

Rano obudziłam się parę minut po siódmej. Chciałam zniknąć z hotelu zanim siatkarze pójdą na śniadanie. Oczywiście nie obyło się bez okropnego bólu głowy i innych oznak wczorajszego przesadzenia z alkoholem.
Po cichutku wstałam i udałam się do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i związałam na szybko włosy. Ubrałam się we wczorajsze ubrania, po czym dokładnie poskładałam bluzę Russella. Wyszłam z pomieszczenia i zauważyłam kręcącego się po pokoju Amerykanina. Oddałam mu bluzę i podziękowałam za wczorajszy wieczór.
- weź ją, na dworze jest zimno - środkowy uśmiechnął się i z powrotem oddał mi swoją czarną bluzę.
Mocno przytuliłam się do niego i już miałam wychodzić, gdy do pokoju weszli niemal wszyscy siatkarze JSW.
- nie myśl, że puścimy Cię bez pożegnania - zaśmiał się Malinowski.
- właśnie miałam do was iść - tak, wiem, że skłamałam.
- no jasne, a ja to święty Walenty - Czarnowski wywrócił oczami.
- mniejsze o to kim ty Patryku jesteś, a kim nie. A tak by the way to bliżej Ci do św. Mikołaja, nieprawdaż ? - Kubiak tajemniczo się uśmiechnął, a środkowy wyjął zza swoich pleców jastrzębską koszulkę z numerem 13 i podpisami wszystkich zawodników.
- dziękuję - moje oczy zaszkliły się od łez. Przytuliłam każdego po kolei - dziękuję za wczoraj, za to, że mnie wysłuchaliście i w ogóle za to, że jesteście.
- nie ma sprawy. Wymieńmy się numerami, będziemy w kontakcie - zaproponował Michał i już po chwili wystukiwałam rząd 9 cyferek do jego dotykowego Samsunga.
- a tak swoją drogą to wy nie odczuwacie wczorajszej libacji ? - zapytałam stawiając lewą nogę już na hotelowym korytarzu..
- my się bardzo szybko regenerujemy - zaśmiał się Tischer.
- do następnego - rzuciłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę widny.
Zjechałam ją na sam dół. Zatrzymała mnie recepcjonistka, więc wytłumaczyłam jej jakim sposobem się tutaj znalazłam.
Odszukałam najbliższy przystanek autobusowy i usiadłam na ławeczce w oczekiwaniu na odpowiedni bus. po jakiś piętnastu minutach wsiadłam już do środka 801. która dojechałam pod samo osiedle. Tera czeka mnie nie mała przeprawa z moim kochanym braciszkiem.
Otworzyłam drzwi i powoli weszłam do mieszkania. Zauważyłam Karola pichcącego coś w kuchni.
- Jestem !! - krzyknęłam machając mu na powitanie.
- Miśka ! Cholera jasna ! Gdzie ty się podziewałaś !? Mogłaś chociaż zadzwonić ! - zaczął się na mnie wydzierać.
- Carlos, powinieneś się cieszyć, że żyję... - mruknęłam - Resoviacy mnie wkurzyli...
- tak słyszałem coś o tym - przerwał mi
- jak wychodziłam z hali wpadłam na siatkarzy Jastrzębskiego no i tak się złożyło, że poszliśmy do knajpki..
- a ta męska bluza skąd ? - jego bystry wzrok czasem doprowadza mnie do szału.
- to jest bluza Russella, ale nie zamierzam Ci się tłumaczyć...
- a tak w ogóle to dzwonił Kozłowski. Dzisiaj masz zrobić chłopakom jakieś zdjęcia, czy coś...
- ta jasne.. już ostatnio tak miało być - burknęłam
- masz być na 9 - rzucił.
Spojrzałam na zegarek. Była już ósma z haczykiem. Sprawdziłam tylko stan baterii i wyszłam z mieszkania kierując się w stronę Podpromia. Postanowiłam przejść się spacerkiem. Po drodze kupiłam słodką bułkę i ciepłą kawę w cukierni. Na halę dotarłam praktycznie równo z rzeszowskimi zawodnikami.
Nie powiem, nie kryli zdziwienia moim wyglądem bo przecież ciągle miałam na sobie czapkę Łasko i bluzę Holmesa.
- możemy pogadać ? - poczułam jak ktoś szarpie mnie za nadgarstek.

środa, 9 stycznia 2013

26.

Ludzie pojawiają się i odchodzą. Są, a później ich nie ma. Kochają tylko po to by zranić. Zostawiają drugą osobę samą z głęboką raną w sercu. I teraz trzeba wziąć się w garść, żyć dalej. Ale ja tak nie potrafię. Nie potrafię pogodzić się z myślą, że straciłam Krystiana. I niby to był jego błąd, to on mnie zdradził. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt że ja bez niego nie potrafię żyć. Na każdym kroku widzę jego twarz, słyszę jego śmiech. Nawet w Zbyszku go dostrzegam. I nazwijcie mnie psychicznie chorą wariatką, ale ja inaczej nie mogę. Nie potrafię o nim zapomnieć.

Przebrałam się w grube dresy i  wybiegłam z mieszkania. Miałam ochotę wybiegać, wypocić z siebie żal, smutek i tęsknotę. Po drodze wstąpiłam do sklepu monopolowego i zakupiłam paczkę papierosów. Tak, papierosów. Pierwszy i ostatni raz zapaliłam w liceum. Obiecałam sobie wtedy że już nigdy nie wezmę fajki do ust. Najwidoczniej czas zmienia ludzi.
Usiadłam na oparciu jednej z parkowych ławeczek. Wyjęłam z kieszeni pudełko. Odpaliłam pierwszego z papierosów. Niepewnie zaciągnęłam się, po czym wypuściłam powietrze z ust.
- Miśka pogięło Cię ? - siatkarz wyrwał z moich rąk białą rureczkę i rzucił na ziemię przydeptując butem.
- co ty tutaj robisz ?
- biegam ? - odpowiedział pytaniem na pytanie wskazując przy tym na swoje sportowe odzienie - tak się odstresowuje.
- no tak. Zibi łamie przepisy drogowe, a ty biegasz - mruknęłam pod nosem.
- Zbyszek?
- przecież powiedziałam - wywróciłam oczami i sięgnęłam po następną fajkę.
- nie będziesz paliła! - wyciągnął z mojej kieszeni paczkę i wyrzucił do kosza na śmieci.
- Piotrek ale ja już nie wytrzymuje. Nie wiem co mam z sobą zrobić - usiadłam 'po ludzku' koło środkowego - wszystko przypomnima mi Krisa.
- Dominika, czy między tobą a Zbyszkiem.. czy między wami coś dzisiaj zaszło? - zapytał niepewnie ewidentnie zmieniając temat naszej rozmowy.
- dlaczego pytasz ?
- bo znów po tym jak się widzieliście jesteś jakaś smutna i nieobecna.
- skąd wiesz, że dzisiaj się z nim spotkałam?
- przecież to nie jest aż taka trudna sztuka. Widziałem jak odjeżdżał spod bloku i jak ty obserwowałaś go z balkonu.
- i zapewne widziałeś również jak wychodzę z domu.
- może - zaśmiał się - chodź tu - szepnął i przyciągnął moje ciało do siebie.
- ścigajmy się do sadzawki - krzyknęłam i zerwałam się z ławki.
Zaczęłam biec ile sił w nogach aby tylko nie dać się wyprzedzić. Ach i wiecie co wam powiem? Wygrałam. To znaczy Piotrek dał mi fory i dlatego jako pierwsza przekroczyłam symboliczną linie mety. Do domu wróciliśmy spacerkiem. Pod blokiem rozeszliśmy się z Pitem, a w mieszkaniu czekał już na mnie Karol z kolacją. Pogadałam sobie z braciszkiem i po długim prysznicu oraz sprawdzeniu sprzętu na jutro runęłam jak długa na łóżko.


następny dzień, czyli pojedynek na szczycie pomiędzy Resovią, a Jastrzębskim. 

Urwałam się z ostatniego wykładu, aby przypadkiem nie spóźnić się na mecz. Zebrałam z domu rzeszowską bluzę i aparat, po czym poszłam na autobus. Na halę dotarłam po niecałych dwudziestu minutach. Chłopaki dogrzewali się w szatni, więc przysiadłam się do nich i zrobiłam kilka zdjęć. Kolekcje fotek powiększyłam o szpagat Achrema i  Igły, oraz nietypowe wyginania ciała Buszka i Kovacevica. Czasami nie mogłam się połapać, gdzie oni mają rękę, czy nogę. Zastanawiacie się pewnie co tam u Pita i Zbycha... Zachowują się dosyć naturalnie, a nawet chwilę ze sobą rozmawiali. Do rozpoczęcia spotkania zostało ponad pół godziny więc wszyscy siatkarze powoli gromadzili się na płycie boiska. Szatnię opuściłam jako ostatnia, bo zasiedziałam się oglądając zdjęcia.
- hej, chciałbym Ci kogoś przedstawić - Bartman chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął wgłąb korytarza - Misiek poznaj Miśkę. Miśka to jest Misiek. - popatrzyliśmy na siebie zdezorientowani - zawsze chciałem to powiedzieć - zaśmiał się Zibi - Michał to jest Dominika, Dominika przedstawiam Ci mojego przyjaciela Michała.
- a więc to ty jesteś tą przepiękną dziewoją, którą tak bardzo zachwyca się Zbigniew - Kubiak posłał w moim kierunku swój markowy uśmiech
- a więc to ty jesteś tym wspaniałym przyjacielem, o którym Zbyszek nic mi nie wspominał - zgasiłam go, a Misiek zmierzył kumpla wzrokiem
- jakoś nie było okazji - Bartman zaczął się tłumaczyć
- oj Zbigniewie, Zbigniewie poległeś na całej linii - poklepałam atakującego po plecach i wymijając ich poszłam na salę.
Zajęłam moją ulubioną jedyną w swoim rodzaju miejscówkę i wzięłam się do pracy. Zdjęcia  zdjęcia, zdjęcia i tu was zaskoczę.... ZDJĘCIA.W głowie pogrupowałam już fotografię i miałam zarys mojej fotorelacji. Wybrałam też kilka zdjęć na stronkę.
Zapewne chcecie również wiedzieć jak zakończył się pojedynek na szczycie i który z przyjaciół schodził z boiska ze spuszczoną głową...
Ku zdziwieniu kibiców, trenerów, widzów, moim, jak również i zawodników Asseco Resovia Rzeszów uległa JW w 5 setach. Najlepszym zawodnikiem spotkania został Michał, ale nie Kubiak, tylko Łasko.
Siatkarze zaczęli rozdawać autografy, a od każdego z kibiców słyszeli albo "gratulujemy", albo jakieś słowa pocieszenia. Wierni fani odśpiewali hymn przegranych, czyli nic się nie stało, Resovia nic się nie stało.

Do szatni weszłam razem z chłopakami. Nie krępowali się obecnością dziewczyny w swoich skromnych progach, wręcz przeciwnie, próbowali włączyć mnie do dyskusji na temat błędów jakie popełnili w dzisiejszym meczu. Zbyłam ich krótkimi odpowiedziami i wygoniłam pod prysznic, a sama rozsiadłam się na ławeczce i zaczęłam przeglądać wszystkie zrobione dzisiaj zdjęcia, a jest ich od pierona.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

25.

Jak strzała wybiegłam z autobusu i pognałam na Podpromie. Niby z przystanku do hali nie było aż ta daleko, ale na miejsce dotarłam z wypiekami na twarzy i językiem na wierzchu. Zaczęłam szukać siatkarzy. Nie było ich ani na sali ani na siłowni. Odnalazłam ich dopiero w szatni. Postanowiłam nie przerywać ostrej wymiany zdań która odbywała się za drzwiami pomieszczenia.
- dobra, jasne. Nie będę się wtrącał. Ale jeżeli ją skrzywdzisz.. jeżeli będzie przez Ciebie płakała... nie daruje ci tego i obije tą twoja buźkę - właściciel tego podniesionego głosu opuścił po chwili szatnie.
- nie będziesz musiał ! - krzyknął drugi głos wychylając się zza metalo podobnych, niebieskich drzwi.
- hej Zibi - mruknęłam i odprowadziłam wzrokiem właściciela pierwsze głosu, Piotrka.
- hej Miśka - uśmiechnął się nie pewnie - długo już tutaj siedzisz?
- dopiero przyszłam - tak wiem, jestem mistrzynią kłamstwa. Doskonale oszukuje samą siebie - idziemy na salę?
Przytaknął i puścił mnie pierwszą w korytarzu. Niby przez grzeczność, ale zawsze jest też druga opcja, a mianowicie chce sobie popatrzeć na moje tyły. Zawsze z niesmakiem patrzyłam na młodych łebków jak i starszych mężczyzn, którzy przepuszczają mnie w drzwiach komunikacji miejskiej tylko po to aby ślinić się do mojej dupy. A z której grupy jest Zbigniew Bartman? No właśnie sama do końca nie wiem.
Perfekcyjnie okłamywałam swój umysł. Wmawiałam sobie że rozmowa chłopaków w szatni nie dotyczyła mnie. Wiedziałam doskonale, że tą która rzekomo miałaby płakać jestem ja. Chciałam jak najszybciej pozbyć się z głowy tej rozmowy. Wyrzucić ją jak najdalej i nie pamiętać. Nie pamiętać o tym że niejaki Bartman coś do mnie czuje i niejaki Nowakowski również.
Na sale weszliśmy jako ostatni. Reszta siatkarzy już dogrzewała się na płycie boiska. Już na wstępie Pit zmierzył Zbyszka wzrokiem, co nie wróżyło nic dobrego.
Między dwójka siatkarzy iskrzyła złość. Nie szło im przyjęcie, ciągle podbierali sobie piłki. Zachowywali się niczym nastoletni gówniarze którym podoba się ta sama dziewczyna i chcą na każdym kroku zabiegać o jej uwagę. W końcu trener przeniósł Piotrka do przeciwnej drużyny. Tym razem już nie mogli zabierać sobie piłek. Ale co tam dla nich jak mogą rywalizować ze sobą w ataku. Na koniec treningu Kowal dał krótkie instrukcje zawodnikom w związku z jutrzejszym meczem.
- poczekasz? Odwioze cię - siatkarz szepnął mi do ucha kładąc swoje dłonie na moich biodrach.
Próbowałam rozpoznać napastnika po głosie. Perfekcyjna polszczyzna odrzucała już zagranicznych podopiecznych Resovii. Zapach perfum przysłonił odór potu. Ale czym się tu dziwić przecież jest po treningu.
Ale w Asseco jest tylko jeden mężczyzna, który może być aż tak w pewien sposób odważny w stosunku do nowo poznanych kobiet. Tak moi drodzy znów szanowny pan Zbigniew zaczął swój podryw.
Niby prosty wybór pomiędzy 'tak' lub 'nie'. Ale ta odpowiedź może tyle zmienić w moim życiu. Rozważyłam wszystkie opcje, wszystkie za i przeciw, plusy i minusy i zdecydowałam.
Usiadłam na trybunach i czekałam na siatkarza. Słyszałam tylko jak zbywa Nowakowskiego, że chyba pojechałam autobusem. Prawdopodobnie środkowy w to uwierzył bo już po chwili Zibi na plastikowym krzesełku usiadł obok mnie.
- mogę porwać Cię na jakieś ciastko ? - zapytał przerywając niezręczną ciszę między nami - masz do wyboru dwa warianty. Wariant A: tak, i wariant B: patrz odpowiedź A - uśmiechnął się tym swoim uśmiechem na podryw.
Przecież, to tylko przyjacielska kawa.. a  ty nie możesz teraz wrócić do domu, zamknąć się w czterech ścianach i rozpamiętywać tego jak nam było dobrze. Siedzieć w mieszkaniu sama, bo twój braciszek pewnie zalega kanapę twojej nowo poznanej przyjaciółki. Chyba taki 'wypad na ciastko' jest lepszy od butelki wina lub innego o wiele mocniejszego trunku, papierosa w ustach i łez cieknących po policzkach. Bo za pewne tak by było, gdybyś nie podjęła decyzji, że pójdziesz do kawiarni z Bartmanem.
Atakujący znów przepuścił mnie w drzwiach hali i zręcznym ruchem otworzył te od auta. Zrobił kilka kroków dookoła samochód i zasiadł za kierownicą. Polecił mi jeszcze abym zapięła pas, bo tutaj cytuje 'lubi szybką jazdę'.
Zbyszek był w swoim żywiole, na liczniku dawno wskazówka minęła setkę. Nie zważał na przepisy ruchu drogowego, na znaki ustawione na poboczu. Szczerze mówiąc, trochę żałowałam, że wsiadłam do jego audi, bo jednak jeszcze trochę chcę pożyć.
- zwolniłbyś.. - jęknęłam z przerażenia, a on w ostatniej chwili zahamował na czerwonym świetle. Odetchnęłam z ulgą. Jeszcze dane jest mi pożyć. 
- przepraszam, ale ja po prostu zabijam prędkością stres, który zżera mnie przed każdym meczem.
- ty się stresujesz ? Na boisku w ogóle tego po tobie nie widać...
- jesteśmy - zmienił temat, próbując uniknąć udzielania odpowiedzi.
Oj panie Bartman,  i tak  będę pana gnębiła. 
Weszliśmy do kawiarenki na obrzeżach Rzeszowa. Nie była przeludniona, więc chyba siatkarz otrzymał zadowalający go rezultat. Usiedliśmy na przeciwko siebie na skórzanych kanapach i zaczęliśmy przeglądać spis ciastek, ciasteczek, wypieków i napoi. Co chwilę zerkałam zza dość dużych rozmiarów karty, w tym przypadku wypieków. I teraz przypomniał mi się tekst Krystiana : "patrzę czy patrzysz, jak patrzę czy patrzysz". Tak, to sformułowanie idealnie pasowało do zaistniałej sytuacji. Czułam jak do oczu napływają mi łzy, co działo się na każde wspomnienie o Krisie, a Zibi tak bardzo mi go przypomina, te jego rozmarzone, pełne nadziei i pewności zielone oczy, lekki zarost i rozbudowana klatka piersiowa. Nie będziesz płakać! Nie będziesz się rozczulać! Nie teraz! Nie przy nim! Napotykając jego spojrzenie wymusiłam delikatny uśmiech i znów zatopiłam wzrok w karcie. Przed oczami miałam tuziny smacznych wypieków, ale jakość na żaden nie miałam ochoty.  W końcu zdecydowałam się na gorącą czekoladę, która zawsze 'ratowała' mnie i poprawiała mi na strój. Do tego zmusiłam swój mózg na zdecydowanie się na kawałek ciasta o wdzięcznej nazwie Cappuccino. Niestety kelnerka, która zbierała zamówienie rozpoznała Zbyszka, co nie było w ogóle trudnym wyzwaniem. Nawiązała z nim konwersację, która trwałaby w nieskończoność, gdyby siatkarz nie zorientował się, że dla mnie stało się to dość nudne. Grzecznie przeprosił rudowłosą kelnerkę i z miną błagającą o wybaczenie spojrzał na mnie.
Zamówienie znów przyniosła nam ta sama kelnerka. Tym razem Bartman szybko ją zbył. Z wyrzutem spojrzała w moją stronę, tak jakbym to ja była winna temu, ze atakujący dał jej kosza. A niech go bierze, dla mnie on jest tylko i wyłącznie przyjacielem. Jasne, ze wiem, że często gęsto takie damsko-męskie znajomości kończą się związkiem lub tak zwanym przyjacielskim seksem. Ale co mi tam.. trzeba zaryzykować. Może nasza znajomość nie powędruję aż tak daleko.
Mój towarzysz w błyskawicznym tempie pochłonął dwa kawałki swoje ciasta, a ja męczyłam się nad moim jednym. Gdy w końcu przetrawiłam moje Cappuccino i popiłam je moim ulubionym gorącym napojem, Zibi zapłacił za smakołyki i opuściliśmy kawiarenkę. Wychodząc z ciepłego pomieszczenia uderzyła w nas fala zimna. Czym prędzej pobiegłam do czarnego audi i czekałam, aż jego właściciel łaskawie otworzy drzwi. Usłyszałam tylko piknięcie i wskoczyłam do środka.
Droga powrotna minęła znacznie szybciej, mimo iż Zbyszek ściągał nogę z gazu. Zatrzymał samochód przed moim blokiem. Chciałam uniknąć jego spojrzenia, tych jego zielonych oczu, przeszywających moją duszę na wylot. W głowie miałam już plan ucieczki, ale... nie wcieliłam go w życie. atakujący zbliżał swoją głowę w moją stronę. Czułam jego zimny oddech na moim policzku. Nie myśląc racjonalnie odwróciłam głowę w jego stronę i spojrzałam w te jego oczy, które tak bardzo przypominały oczy Krystiana. Krystiana, który jeszcze nie wyszedł z mojego serca i z mojej głowy. Otrząsnęłam się z uroku, który rzucił na mnie Bartman. przelotnie musnęłam jego policzek i wyszłam z auta. Chłód mi już nie przeszkadzał. Nie czułam go. Wbiegłam czym prędzej do mieszkania i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Zdjęłam kurtkę i poszłam na balkon, obserwując jak czarne audi powoli odjeżdża spod bloku.

sobota, 5 stycznia 2013

24.

Zbyszek otworzył mi drzwi do swoje czarnego audi. Gdy tylko wsiadłam do środka zamknął drzwi i okrążył samochód i zasiadł na swoim miejscu - fotelu kierowcy.
Posłał w moim kierunku flirciarski uśmiech i odpalił pojazd. Zmieniając biegi niby przez przypadek dotykał wewnętrzną częścią dłoni mojego uda. Nie czułam się z tym komfortowo. Już miałam zwrócić mu uwagę ale ugryzłam się w język. Może on to na prawdę robi przez przypadek.
Zatrzymał się na parkingu rzeszowskiego kina. Zibi sięgnął na tylne siedzenia i wziął z niego czapkę z daszkiem typu full-cap i ciemne okulary. Co jak co, ale prywatność najważniejsza. Opuściliśmy samochód i ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych do budynku. Bartman objął mnie w pasie ręką, co niezbyt mi pasowało. Straciłam jego kończynę i nikle uśmiechnęłam się w jego stronę.
Niech on sobie nie pozwala na zbyt wiele.
Atakujący zakupił bilety na Hobbita. Chciałam w ramach rekompensaty zakupić popcorn. Niestety Zibi nawet nie dał mi dojść do słowa.
Usiadłam na kanapie i czekałam na to aż siatkarz przyniesie prażoną kukurydzę. Po drodze zaczepiło go kilka nachalnych fanek. Spojrzał na mnie i wyruszył ramionami. Podpisał kilka kartek i przeprosił fanki. Usiadł obok mnie i zarzucił swoją rękę na moje ramiona. Mina tych dziewczyn była bez cenna, a szczena opadła im na podłogę jak tylko pozbyłam się jego nadsilnej kończyny górnej którą miażdży przeciwnika.
- przepraszam. Zapędziłem się - wyjaśnił.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał już 18. Pokazaliśmy więc bilety miłemu facetowi, który stał na bramce. Szatyn wskazał nam sale kinową. Odnaleźliśmy nasze miejsca w ostatnim rzędzie i czekaliśmy na rozpoczęcie filmu. Przez cały seans nie wydarzyło się nic co mogłoby kogokolwiek zaciekawić. Zbyszek zachowywał się w miarę normalnie. Jak taki normalny przyjaciel. Nie próbował hipnotyzować mnie swoim zielonym spojrzeniem, nie dotykał mnie przez przypadek. Film jak film. Dość interesujący. Gdy tylko się zakończył opuściliśmy budynek kina. Było grubo po dwudziestej więc postanowiliśmy wracać do mieszkania. Znów raz czy dwa przejechał kostkami po mojej nodze. Co przysporzyło mnie o delikatne dreszcze. Próbowałam go rozgryść, dowiedzieć się jakie ma wobec mnie zamiary, odkryć kim tak na prawdę dla niego jestem. Bo jego zachowanie było co najmniej dziwne. Zaparkował samochód na osiedlu pod blokiem i wysiadł z samochodu. Okrążył go i otworzył moje drzwi. Podał mi dłoń, dzięki czemu ułatwił mi wyjście z jego audi. Mi stąd mi zowąd oparł mnie o auto układając swoje ręce na linii moich ramion.
- Zbyszek ?! - usłyszeliśmy męski głos a chwilę później obok nas pojawił się Nowakowski. Odetchnęłam z ulgą.
- dziękuje, że wyciągnąłeś mnie z domu. Było na prawdę fajnie - uśmiechnęłam się do atakującego
- Piotrek co ty tutaj robisz ? - spytał wyraźnie zaskoczony i może trochę zdenerwowany Bartman
- tak się stało, że mam Miśki torbę - wyjaśnił - to ja może nie będę wam przeszkadzał.
- ależ nie przeszkadzasz. Zbyszek już jedzie. Prawda? Jutro macie ważny trening. Widzimy się popołudniu. Jeszcze raz bardzo ci dziękuje - posłałam swój najbardziej szczery uśmiech i razem z Pitem, który targał ze sobą moją rzeszowską torbę zniknęłam w drzwiach klatki schodowej. Wzrokiem odprowadziłam samochód Zbyszka. Piotr przepuścił mnie w drzwiach mieszkania, gestem ręki zaprosiłam go do salonu.
- dzięki - wycedziłam przez zęby
- ale za co ? - jego zaskoczona mina, bezcenne
- gdyby nie ty to..
- to Bartman by Cię pocałował - wtrącił, a z jego twarzy zniknął uśmiech - leci na Ciebie. Zresztą nie tylko on.
- kogo masz na myśli? - uniosłam brew do góry i oparłam się o kuchenny blat.
- nie było tematu - mruknął - Ja już będę leciał. Zmęczona pewnie jesteś - powiedział i podszedł w stronę drzwi wejściowych.
- jeszcze raz dziękuje - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
Nie wiem co mnie naszło. Potrzebowałam bliskości. Ciepła faceta. Wtuliłam się w jego ciepłą bluzę i zaciągnęłam się zapachem jego perfum. I znów stanęły mi przed oczami wszystkie wspomnienia. A z moich oczu błyskawicznie poleciały łzy. Poczułam jak Piotrek mocniej mnie do siebie przytula.
- Domi, zapomnij o tym skurwielu - odsunął moje ciało od swojego i otarł rękawem moje mokre od słonych kropli policzki - to że będziesz płakać nic nie da.
- ale ja inaczej nie potrafię.
- Karol u Ady? - nieoczekiwanie zmienił temat. Kiwnęłam głową - nie zostawię cię samej - oznajmił i zaciągnął mnie w głąb mieszkania - a Zbyszkiem się nie przejmuj. On tak zawsze.
Usiadłam na kanapie, a Pit poszedł do kuchni. Po chwili  wrócił z dwoma kubkami gorącej czekolady. Uśmiechnęłam się w geście podziękowania i odebrałam moją porcję. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziłam się w swoim łóżku, we wczorajszym ubraniu. Zbiegłam po schodach i zauważyłam śpiącego na kanapie Piotrka. Niezdarnie zahaczyłam o stolik z którego z hukiem spadły klucze budząc przy tym środkowego.
- co się dzieje ?! - wyszeptał zachrypniętym głosem.
- sory Piter - tylko tyle zdołałam powiedzieć. Później wzrok powędrował na jego klatkę piersiową. Zawsze miałam słabość do umięśnionych mężczyzn. Siatkarz zlokalizował swoją koszulkę, spoczywającą na fotelu i szybko ją założył.
- zrobię coś na śniadanie a ty idź się przygotuj. Odwiozę cię na zajęcia.
- nie chciałbym ci robić kłopotu.
- to żaden kłopot.
Według jego polecenia udałam się z powrotem na górę. Wzięłam prysznic i przebrałam się w świeże ubrania. Po dwudziestu minutach znów zawitałam na parterze mieszkania mojego brata. Usiadłam przy kuchennej wyspie. Po chwili Piotrek postawił przede mną talerz z tostami i szklankę soku pomarańczowego. Usiadł obok mnie z tą samą tylko dwa razy większą porcją grzanek.
Zebrałam swoją torbę i wyszliśmy z mieszkania. Niecałe pół godziny później byliśmy już przed budynkiem politechniki rzeszowskiej. Podziękowałam mu i opuściłam piotrkowy samochód. Weszłam do budynku i od razu zauważyłam Adę. Zamieniłam z nią szybkie dwa słowa na temat wczorajszego wieczoru. Musiałam chociaż sprawiać pozór, że martwię się o braciszka. Potem uciekłam na zajęcia. Odnalazłam salę i wolne miejsce. Obok mnie usiadł Janek. Chciał o coś zapytać, ale nie dałam mu dojść do słowa. Zganiłam go i wzięłam się za słuchanie wykładowcy. pan Maciejczyk wymyślił sobie, że w przeciągu dwóch tygodni mamy mu oddać fotorelację. Minimum 25 zdjęć, a jeżeli pracowalibyśmy w parach dwa razy więcej. Zaraz po zajęciach podszedł do mnie Janek.
- co ty na to abyśmy pracowali wspólnie ? - zapytał zastawiając mi wyjście z budynku.
- jakoś mi się to nie widzi. I wolę pracować sama  -warknęłam i wyminęłam go. Coś tam jeszcze krzyknął, ale puściłam to koło ucha. Wsiadłam w autobus i pojechałam prosto na rzeszowską halę. 

czwartek, 3 stycznia 2013

23.

Wszyscy odwrócili się w kierunku z którego dochodził głos. Jakie było nasze zaskoczenie gdy zobaczyliśmy uśmiechniętego od ucha do ucha Igłę.
- Krzysiu, może ty lepiej nie..
- Zibi, Zibi, nie przesadzaj - libero poklepał atakującego po plecach.
I tak po długich dyskusjach nasze jury Ignaczak dograł piłkę do Tichacka. Ten perfekcyjnie ją rozegrał, a Krzysiek z mniejszymi lub większymi problemami wyskoczył i zaatakował piłkę. Nieoczekiwanie do bloku wyskoczył Nowakowski i Bartman. Punktowy blok chłopaków rozzłościł rzeszowskiego libero.
- to jest nie fair ! - krzyknął oburzony - pozostałym nie skakał blok.
- nie martw się Krzychu, ty po prostu nie potrafisz atakować - pocieszał go Buszek
- Krzychu, Zdzichu - burknął Igła - wznoszę o jeszcze jedną próbę.
- twoje podanie rozpatrzone zostanie w ciągu pięciu dniu roboczych - wyrecytował Kosa
- wszelkie kwestie sporne wyjaśnia organizator - nasz libero jak zwykle błysnął podręcznikową wiedzą
- Ignaczak - zawołał trener Kowal - właśnie dostałem informacje że dzwoniła twoja żona. Masz odebrać dzieci ze szkoły.
Twarz mu pobladła i zaczął przeklinać na wszystkie strony świata, bo przecież jakim cudem on mógł zapomnieć o własnych dzieciach. Jak oparzony wybiegł z sali i pobiegł do szatni. Przebrany krzyknął tylko 'jeszcze się policzymy' i słuch po nim zaginął. Znaczy niekoniecznie zaginął bo słyszeliśmy jeszcze jak wpada na panią sprzątaczkę i prawdopodobnie wylał jej wodę z wiaderka.
Przewodniczący jury - pan Kowal - ogłosił wyniki. Ku zaskoczeniu wszystkich zwycięzcą został nasz amerykański przyjmujący. Zdziwienie malowało się na twarzach wszystkich zawodników. Nawet Paul był zaskoczony wynikiem.
- to wszystko było ustawione - syknął niezadowolony Zbyszek
- oj Zibi Zibi, musisz pogodzić się z przegraną - Lotman triumfalnie się uśmiechnął i podał mi swoje ramię.
Kowal zakończył trening i wszyscy udali się do szatni. Chłopaki szybko się odświeżyli i wspólnie opuściliśmy Podpromie.
- boże - Amerykanin puknął się w czoło - przecież ja mam samochód u mechanika
- no gratuluje - Perłowski zaśmiał się - więc co wracamy na sale ?
- nie na mowy ! Ja chce wreszcie trafić do domu - jęknęłam - wybiorę jakiś samochód i zobaczymy na kogo trafi - zaproponowałam
Przyjrzałam się dokładnie każdemu pojazdowi. I już byłam praktycznie w stu procentach pewna jakim samochodem dojadę do domu, ale na parkingu pojawił się znajomy czerwony peugeot  Zadowolona wskazałam na samochód mojego kochanego braciszka. Pożegnałam się z zawiedzionymi siatkarzami i wsiadłam do "wybranego" auta.
- dłużej się nie dało ? Myślałem, że te Pasiaki Ci coś zrobiły.
- Ej braciszku, czy ty przypadkiem się o mnie martwiłeś ? - spytałam zaskoczona
- możliwe - zaśmiał się i odpalił samochód.

Jak się chwilę później okazało Karol nie miał zamiaru odwieźć mnie do naszego mieszkania. Wręcz przeciwnie, pojechał do centrum. Zaparkował w bocznej drodze i poszliśmy oglądać zakupiony przez niego lokal. Na pierwszy rzut oka jego nowe studio wyglądało całkiem nieźle, ale po bliższych oględzinach stwierdziłam, że czeka go jeszcze bardzo dużo pracy. Przed wszystkim musi pomalować ściany i zakupić wszystkie potrzebne meble.
- więc teraz po chińszczyznę, potem odwiozę Cię do domu i wybywam z Adą na zakupy - oznajmił
- ach ta miłość - zatrzepotałam rzęsami i strzeliłam wymuszony uśmiech. Choć zewnątrz przeżyłam jedną wielką erupcje wulkanu
- siostra, Ciebie też kiedyś dopadnie - uśmiechnął się i mocno mnie przytulił.
Karol poszedł jeszcze po nasz obiad i wróciliśmy do domu. W błyskawicznym tempie pochłonął swoją porcję i jak na skrzydłach poleciał do Adusi.
Rozsiadłam się wygodnie na kanapie w salonie i powoli zajadałam się kubełkiem chińszczyzny. Nagle rozdzwonił się mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz LG-ika, gdzie ukazał się numer Zibiego. Po chwili zawahania nacisnęłam zieloną słuchawkę.

//
- hej piękna - przywitał się, a mnie zacięło. Piękna? Ta jasne, ciekawe z której strony - jesteś ?
- tak, jestem
- mam propozycje nie do odrzucenia.
- słucham..
- zabieram Cię do kina - oznajmił z triumfem w głosie, a ja musiałam zbierać szczękę z podłogi - co ty na to?
- niech pomyślę. Karol dał Ci cynk, że zostałam sama w domu i kazał Ci gdzieś mnie wyciągnąć ?
- skądże znowu.
- nie kłam. Nie lubię kłamców.
- będę za dwadzieścia minut - zmienił temat i rozłączył się
//

No okej - powiedziałam sama do siebie i rzuciłam telefon na kanapę.
Zaczęłam szykować się na przyjacielskie spotkanie z Bartmanem. Bo randką tego nie nazwę. Co to to nie!
Wzięłam bardzo szybki prysznic, po czym założyłam bieliznę, ciemne rurki, bokserkę i zielony sweterek.
Wysuszyłam i lekko podkręciłam moje blond włosy. Przejechałam czarnym tuszem po rzęsach i malinowym błyszczykiem po ustach. Nie pomyślcie sobie, że stroje się dla Bartmana czy coś. Ja po prostu lubię dobrze wyglądać. Ogarnęłam salon po moim bardzo zdrowym obiedzie. Długo nie musiałam czekać na przyjście atakującego. Dźwięk dzwonka do drzwi 'przeszedł' przez całe mieszkanie. Otworzyłam masywne, dębowe drzwi wejściowe i wpuściłam siatkarza do środka.
- piękny kwiatek dla pięknej dziewczyny - uśmiechnął się zalotnie i wręczył mi pojedynczą, czerwoną różę obsypując przy tym mój policzek delikatnym pocałunkiem.
Zbigniewie tanie teksty na podryw już dawno na mnie nie działają
Wydusiłam z siebie tylko dziękuje i odłożyłam kwiatek na kuchenny blat. Zabrałam torebkę z komody i wspólnie z Bartmanem opuściłam blok.

wtorek, 1 stycznia 2013

22.

W nocy znów naszły mnie sny z Krystianem w roli głównej. Byliśmy sami, było nam tak dobrze, dopóki nie pojawiała się Jola. Wtedy budziłam się i płakałam. Płakałam jak dziecko, któremu zabrano lizaka, jak pierwszy przegrany... płakałam i nie mogłam przestać.

Rano wystrzeliłam jak z procy słysząc znajome głosy na dole. Zarzuciłam na siebie szlafrok i wsunęłam nogi w moje kapcie z myszką Micki. Szybko zbiegłam na dół. Mój słuch nie jest taki zły. W salonie na kanapie siedział Zibi i Pit.
- no właśnie przez z nią się nie wyspałem - wymruczał mój brat wskazując na mnie palcem.
- wyglądasz koszmarnie - rzucił Zbyszek. Ten to na prawdę wie jak pocieszyć kobietę.
- znowu płakałaś ? - Piotrek wstał i stanął kilka centymetrów ode mnie.
Wzruszyłam ramionami i z powrotem wbiegłam po schodach na górę. Stanęłam przed lustrem.. i już wiedziałam dlaczego doczekałam się takiego komplementu ze strony Bartmana. Zaczerwienione, podkrążone oczy i czerwony nos na pewno nie robiły dobrego wrażenia. Szybko przemyłam twarz zimną wodą.
- Misia, co się dzieje ? - Pit stanął za mną i zaczął masować dłonią moje plecy.
- nie wiem.. gdy tylko zostaje sama, gdy tylko zapada noc.. to wszystko wraca.. ja sobie nie umiem z tym poradzić.. - ponownie z moich oczu popłynęły łzy. Małe kropelki, jedna po drugiej, kapały na umywalkę.
Piotrek obrócił mnie w swoją stronę i mocno przytulił.
- no Miśka, a teraz bierzesz się w garść i zasuwamy na trening. - zaśmiał się
- tylko może najpierw się przebierz - rzucił z korytarza Karol - a tak swoją drogą to Bartman już pojechał, więc się pośpieszcie.
Wygoniłam Nowakowskiego z pokoju i szybko znalazłam jakieś spodnie i koszulkę. Nałożyłam na to bluzę. Odbębniłam poranną toaletę i wytuszowałam rzęsy. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. 'Może Zibiemu się wreszcie spodoba'.
- Piotrek już czeka w aucie - brat podał mi aparat i żegnając się z nim buziakiem w policzek wybiegłam z mieszkania.
W mgnieniu oka odnalazłam samochód siatkarza.

Dziś chłopaki spędzali trochę więcej czasu na hali, a to ze względu na zbliżający się wielkimi krokami hit kolejki, a mianowicie moje pasiaki miały zmierzyć się z Jastrzębskim Węglem. I to już za dwa dni !
Trening rozpoczęli na siłowni. Ja w tym czasie za prośbą pana Kozłowskiego poszłam do jego gabinetu. A tam słowa Karolka się potwierdziły i oficjalnie stałam się pierwszym fotografem Asseco Resovii Rzeszów. Nie uważacie, że to brzmi dumnie ? Odebrałam od niego klubowe gadżety : bluzę, kilka koszulek, akredytację na wszystkie mecze, parę zawieszek i smyczy... no wiecie takie fiu bdziu tylko, że z motywem tutejszego klubu. Postanowiłam zanieść to do szatni chłopaków, aby nie taszczyć tego po całej siłowni, a potem sali. Ładnie położyłam torbę z logiem Resovii w kącie, upewniając się, że nie będzie nikomu przeszkadzać. Do środka włożyłam moją umowę i pognałam na siłkę, gdzie chłopaki wyciskali siódme poty. Mogłoby się zdawać, że w tym pomieszczeniu panuję, nieładnie mówiąc, smród. Ale o dziwo tak nie jest. Rzeszowska siłowania ma wspaniałą klimatyzację i różne tego typu rzeczy, więc panuję tu dość normalny klimat. Za to niektórzy siatkarze nie wyglądają tutaj tak samo jak na każdym innym treningu. Taki na przykład pan Bartman i Achrem paradują bez koszulek... Ignaczak podnosi nadludzkie ciężary w samej podkoszulce. Więc jest na czym zawiesić oko. I mówię tu tylko w czysto sportowym znaczeniu, bo chodzi mi oczywiście o ich muskuły.. które niczym nie przypominają moich patykowatych rączek.
Wyszukałam się jednego minusu mojej pracy. Będę musiała wstawiać te wszystkie zdjęcia na stronkę Asseco Resovii i na ich konto na Facebooku. Ale co to dla mnie! I tak nie zamienię tego na żadne inne zajęcie. Bo co może być lepsze niż widok Nikiego podnoszącego ponad 100 kilogramów.
W końcu po jakiś dwóch godzinach Kowal zarządził przerwę. Chłopaki niczym stado polujących lwów rzuciło się na szatnie. Szłam za nimi po woli dyskutując z fizjoterapeutą Jackiem Rusinem. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o utrzymywaniu kondycji i bycia w dobrej formie nawet poza sezonem. Usiadłam na krzesełku przed szatnią i zaczęłam bawić się moim telefonem.
- Domaaa ! - usłyszałam krzyk z głębi pomieszczenia. Jak dobrze skojarzyłam to był głos Lotmana, ale ręki nie dam sobie uciąć. Weszłam do środka,a chłopaki rzucili się na mnie.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś ? - Igła pomachał mi przed nosem moją umową.
- Bo gdybyś spojrzał na datę, to byś wiedział, że dopiero dzisiaj ją podpisałam - rzuciłam i zabrałam od nich torebkę.
- daj, ja to przechowam. Przecież i tak wracasz ze mną - Piotrek uśmiechnął się na swój wspaniały sposób i schował torbę do swojej szafki.
- a nie bo ona dzisiaj wraca ze mną ! - krzyknął Zibi.
- a zakład , że nie ? - dogryzał mu Pit
- panowie, o kobiety się nie zakłada ! - błysnął Schops, a oni momentalnie ucichli - ale za to jakiś konkurs możecie zrobić.
Chłopaki ożyli i zaczęli wymyślać konkurencję. W końcu doszli do porozumienia. Dziś do domu odwozi mnie ten, który wykona bardziej spektakularny atak. Jupi, już nie mogę się doczekać. Kumacie ironię, co nie?
- widzę, że masz powodzenie - Nikola poklepał mnie po ramieniu - a może tak to ja Cię dziś odwiozę ?
- najpierw będziesz musiał z nami wygrać ! - niczym spod ziemi wyrósł przede mną Zbyszek i Piotrek i z założonymi na klatce piersiowej rękami mierzyli wzrokiem Kovacevića.
Przerwa minęła i chłopaki wrócili do trenowania. Tym razem sala. Po krótkiej rozgrzewce zaczęli doskonalić swoje umiejętności w przyjęciu i zagrywce. Później przyszedł czas na atak.
- to idealna pora na nasz konkurs - zawołał Zibi - trenerze, pan będzie oceniał.
Ignaczak pokrótce opowiedział panu Andrzejowi o co chodzi. Wyłonione zostało również jury. W składzie : Kowal, Ogonowski i Zahorski, a chłopaki zaczęli swoje popisy.
Okazało się, że nie tylko Bartman i Nowakowski chcą powalczyć. Zgłosiło się też paru innych siatkarzy. Na pierwszy ogień poszedł Pit, który po wystawie Tichacka zaliczył siatkarskiego gwoździa. Był nie mal pewny, że wygra, dopóki nie przyszła kolej Bartmana, który jak zwykle w atak włożył całą swoją siłę. W między czasie atakowi również Lotman, Kosok, Schops, Achrem i Perłowski.
- mamy już wyniki - powiedział dumnie Kowal.
- trenerze jeszcze ja ! - usłyszeliśmy głos z głębi sali.